odpowiedz

http://massagethai.info kurs masaz tajski warszawa kursy mas

kurs masaz tajski ten post 26-03-2010 18:32
Serdecznie zapraszamy na kolejne, cykliczne warsztaty masaży z Azji południowo-wschodniej, prowadzone przez Kanya Krongboon z Bangkoku:

Kampinos k Warszawy:

- 2-5.04 masaż tajski 900zl Wielkanoc

- 28-29.4 tajski masaz stop 500zl
- 30.4-3.5 masaż tajski 900zl Majowka

- 1-2.6 tajski masaz stemplami ziolowymi 500zl
- 3-6.6 masaz tajski 900zl Boze Cialo

Promocja na wszystkie kursy w Kampinosie, zniżka 50% dla drugiej osoby, gdy depozyt na miesiąc przed datą. W innych miejscach dla dwu osób czy więcej przychodzących razem, zniżka po 100zł osoba na tajski lub indonezyjski, a na stemple i stopy po 50zł osoba.

Wroclaw
- 27-29.3 masaz tajski 800zl
- 4-7.09 tajski zaawansowany chodzony/deptany 800zl
- 9-12.9 masaz indonezyjski 800zl
- 18-19.9 tajski masaz stemplami ziolowymi 400zl
- 27-28.11 tajski masaz stop 400zl

Gdansk
- 8-11.04 tajski 800zl
- 12-13.04 stopy 400zl
- 14-15.04 stopy 400zl

Krakow
- 14-16.05 masaz tajski 800zl
- 28-30.05 masaz indonezyjski 800zl
- 1-4.7 tajski zaawansowany 800zl
- 5-6.7 tajski masaz stop 480zl

Koszalin
- 6-9.05.2010 indonezyjski 900zl

- 10-11.5 tajski masaz stemplami ziolowymi 450zl

Kielce
- 20-21.05 tajski masaz stop 400zl
- 22-23.05 tajski masaz stemplami ziolowymi 400zl
- 16-19.10 masaz tajski 800zl

Zielona Gora
- 10-13.06 masaz tajski 800zl

Gorlice
- 21-22.9 tajski masaz stemplami ziolowymi 400zl
- 23-26.9 masaz indonezyjski 800zl

Prowadząca : Kanya Krongboon - nauczycielka Tajskiego Masażu.

Skończyła w Bangkoku uznane kursy dla masażystów i nauczycieli, a
następnie pracowała przez 10 lat ucząc tajników tradycyjnego masażu
tajskiego.

http://massagethai.info

Kursy są tańsze od innych kursów organizowanych do tej
pory w Warszawie czy innych miejscach - i bardziej dostępne dla
uczniów/studentów masazu i fizjoterapii. Jakkolwiek, kursy są otwarte
również dla amatorów masażu, a nawet dzieci/młodzieży z opiekunem.

Zajęcia: pierwszy dzien 11:00 do 20:00, kolejne dni 9:00 do 18:00,
ostatni dzien 9:00 - 16:00.

Czekam na depozyt 100zł/kursant i 50zł/dziecko/osoba towarzysząca.

Mam również plakat A4 do wydruku i powieszeniu na tablicy ogłoszeń,
wysyłki listowej, faksowej, mailowej itd. Treść tego plakatu można
łatwo zmieniać, wstawiając tam np swoje dane kontaktowe - możesz w
ten sposób znaleźć inne osoby zainteresowane kursem ze swego
najbliższego środowiska.

============

Masaż tajski jest jedną z czterech gałęzi tradycyjnej
medycyny Tajów. Reprezentuje jedyny w swoim rodzaju
styl terapii orientalnej opartej na zasadach
współczucia.
Twórcą masażu jest Jivak Kumarbhaccha. Jego podstawy
zostały stworzone 2500 lat temu w Indiach, na bazie
Ayurwedy oraz technik Jogi. Przez lata rozwijał się i
był praktykowany przez mnichów w tajlandzkich w
świątyniach.

W masażu tym dokonuje się synteza wielu technik
naciskania ciałem, refleksologii, pracy z kanałami
energetycznymi i z krwiobiegiem, rozciągania oraz jogi
i medytacji w związku z czym praktykujący go terapeuci
wykorzystują więcej elementów własnego ciała niż w
jakimkolwiek innym stylu leczniczej manipulacji. Jest
to zabieg suchy (bez oliwy) wykonywany przez cienkie
luźne ubranie na macie rozłożonej na podłodze, z
dostateczną ilością miejsca wokół niej co umożliwia
terapeucie swobodne przenoszenie środka ciężkości
własnego ciała w różne położenia wokół pacjenta i nad
nim. Łączy on w sobie bardzo powolne i rytmiczne
uciskanie mięśni w celu ich rozluźnienia, a następnie
ich rozciąganie w celu zwiększenia zakresu ruchów.

Masażysta masuje nie tylko dłońmi, ale również
przedramionami, łokciami, stopami i kolanami,
układając ciało osoby masowanej w wybranej pozycji
Hatha Jogi dlatego zwany jest czasami Jogą dla
Leniwych. Osoba poddawana zabiegowi przyjmuje przy tym
wiele różnych pozycji wywodzących się z pięciu
zasadniczych postaw - leżenia tyłem, przodem i na boku
oraz postaw odwróconej i siedzącej.

Dzięki temu niezwykłemu połączeniu, masaż w sposób
holistyczny poprawia kondycje fizyczną, duchową i
intelektualną, przynosi fizyczne i psychiczne
zrelaksowanie, wzrost sił witalnych oraz odczucie
równowagi duchowej. Jednocześnie dzięki bardzo
powolnemu medytatywnemu wykonywaniu jest bardzo
głęboko relaksujący, rozciąga ciało, rozluźnia i
uwalnia napięcia.

Masaż Tajski cieszy się ogromną popularnością na całym
świecie, w Polsce jest nową ciekawą propozycją.
Stanowi alternatywę dla osób które nie mogą wykonywać
ćwiczeń jogi. Na Zachodzie wielu nauczycieli jogi uczy
się tajskiego masażu, ponieważ jego techniki pozwalają
im na wzbogacenie swojego warsztatu, szczególnie w
pracy z indywidualnymi klientami.

======

Kanya Krongboon, nauczycielka masazu tajskiego w Poslce, o sobie:

Jestem terapeutką i nauczycielką jogicznego masażu tajskiego,
indonezyjskiego, tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego z
kilkunastoletnim doświadczeniem. Wykonałam grubo ponad dziesięć
tysięcy zabiegów, każdy trwający co najmniej godzine i wyszkoliłam w
trybie indywidualnym w Tajlandii i Wielkiej Brytanii ponad 500
masażystów, jak również ponad 400 na 60 kursach publicznych i
prywatnych w Polsce (wielu wracało na moje kolejne kursy).

Jestem jedyną nauczycielką masażu tajskiego, indonezyjskiego,
tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego w Polsce. Prowadze
kursy w Warszawie, Krakowie, Gdansku, Szczecinie, Wroclawiu,
Katowicach, Poznaniu, Lodzi, Gorlicach i Grudziadzu. Prowadzilam kursy
w Krynicy Zdroku, Mielnie, Miedzyzdrojach i Szczecinku.

Pracowałam w Warszawie szkole masażu na Czerniakowie, w ośrodku
sportowym na Powiślu, w Riverview Wellness Centre w hotelu
Intercontinental, w Spa Celebrity, w Płockiej Akademii Jogi, w
gabinecie masażu tajskiego na Ursynowie.

Oto co o mnie i o moich kursach powiedzieli uczestnicy kursów:

**
Kanya jest fantastyczną osobą. Potrafi wszystko cierpliwie
wytłumaczyć, pokazać kilka razy, jeśli ktoś czegoś nie rozumie.
Osobiście dla mnie ważne była niewielka ilość uczestników, bo jestem
niewidoma. Każdy mi chętnie pomagał. Zżyliśmy się wszyscy, az żal było
się rozstawać. Chętnie wezmę udział w innych szkoleniach. Masaż Tajski
jest bardzo interesujący, jeśli prowadzi go ktoś, kto posiada duże
doświadczenie i umie podzielić się swoją wiedzą. Warto skorzystać z
kursow Kanyi. Eliza Praska, kurs masazu Gdansk marzec '09

*********

Jestem bardzo zadowolony z kursu. Jestem pełen uznania dla
profesjonalizmu Kanyi i ciesze się, że mogłem być razem z wami przez
te dni. Miroslaw Pakula Raszyn, kurs masazu tajskiego,
indonezyjskiego, tajskimi stemplami ziolowymi, tajski masaz stop
6-17.04.2009 Kampinos

***********

Bardzo dużo z tego kursu wyniosłem. Wiem, że na rynku masażu
zapotrzebowanie na ten rodzaj terapii jest duże, to tez bardzo
wszystkim polecam zainteresowanie się masażem tajskim. Oczywiście
polecić tutaj mogę Kanye, bo jest świetnym fachowcem w tym, co robi.
Byłem już na paru szkoleniach różnych technik masażu i mogę
powiedzieć, że na kursie w Kampinosie czułem się komfortowo, bo kurs
ten jest przygotowany i przeprowadzony w sposób jak najbardziej
profesjonalny. Jak na takie szkolenie jest tanie, jest dobrą
inwestycją w edukacje, która sie szybko się zwróci. Krzysztof S,
technik masażu po szkole w Laskach, kurs masazu tajskiego Wielkanoc
'09 Warszawa

*********

Uczestniczyłam w 2 kursach prowadzonych przez Kanye - masaż tajski w
Krakowie w szkole masazu na Krolewskiej i masaż tajski stemplami
ziołowymi w Kampinosie. Obydwa były poprowadzone bardzo dobrze. Kanya
jest bardzo sympatyczną osobą i nauczycielką. Stara się, żeby każdy
uczestnik wyniósł z kursu jak najwięcej. Zachęcam wszystkie osoby
zastanawiające się, czy wziąć udział w którymś z kursów do
uczestnictwa. Ponieważ jestem osobą niewidomą, chcę również
podkreślić, że kursy są bardzo dobrze poprowadzone dla osób z
dysfunkcją wzroku. Ewa S, Warszawa kwiecien '09

********

Wrażenia po kursie jak i po IX Krakowskich Targach Masażu są bardzo
pozytywne. Pani Kanya to bardzo ciepła, dobra i przepełniona energią
kobieta, zrobiła duże wrażenie, a my ją bardzo polubiliśmy. Na wiosnę
chcemy indonezyjski, mamy już zebraną grupę, również kolejną grupę na
tajski. Marek Kowalcze, kurs masażu Kraków 25-28.10.08

***********

Małgorzata Nedoma, Krakowska Szkoła Jogi kurs

masażu Kraków 18-21 październik '08: Kurs jest genialny!

*************

Jeszcze raz dziękuję pięknie za naukę! Jestem pod wielkim wrażeniem
Twojego dotyku - niezwykle plastycznych dłoni, które doskonale wiedzą
, gdzie i jak dotknąc, żeby skutecznie pomóc. Wiele można się nauczyc
jedynie podpatrując niezwykłe połączenie wielkiej miękkości i
subtelności ruchów z silnym i głębokim dotykiem, co wydaje się byc
niemożliwym połączeniem w jednej osobie, a przecież właśnie istnieje w
Tobie! Krystyna Pytel, Bielsko Biala, kurs tajskiego masazu stop
marzec '09 Wisla

***********
Kurs przygotowany i prowadzony bardzo solidnie i profesjonalnie.
Polecam ten kurs zarówno amatorom jak i "zawodowcom". Osoby nie
zajmujące się profesjonalnie masażem mają szansę i możliwość poznać
nową, fascynującą przygodę obcowania z człowiekiem. Osoby pracujące w
zawodzie mogą natomiast kapitalnie poszerzyć i udoskonalić swój
warsztat. Czas najlepiej weryfikuje różne nowe wynalazki, te najlepsze
wytrzymują każdą próbę.Przy okazji kursy udało mi się naprawić kilka
moich dolegliwosci. Po tygodniu, po kursie czuję się fantastycznie.
Robicie kawał dobrej roboty. Piotr Piotrowski fizjo Kolobrzeg,
jesienny kurs Warszawa '08.

*************

Anna Hencka, dyrektorka hotelowego Spa, kurs masażu Warszawa: Masaż
fantastyczny wykorzystuje go w praktyce zawodowej, klienci zachwyceni,
ja również.

***************

Wspaniała osoba i nauczycielka, o której mówimy wszystkim naszym
znajomym. Proste, skuteczne techniki, które wykorzystujemy w
codziennej praktyce - za drobny ułamek ceny profesjonalnych kursów dla
fizjo . Piszemy się na kurs zaawansowany. Gosia i Wiesław Miękczyńscy,
fizjo z 22 letnim doświadczeniem, Swidnin, zachodniopomorskie Majówka
z masażem tajskim Szczecinek '08

*********

Dziekuję za kurs stemplami ziolowymi, dzieki niemu zainteresowałam sie
masażem tajskim. Jestem po szkole medycznej o kierunku technik
masażysta i od pazdziernika rozpoczynam studia na Wyższej Szkole
Rehabilitacji w Warszawie. Czekam na kolejny kurs tajskiego. Agata
Okuń Łuków kurs sierpień '08

**********

Byłem na wielu różnych kursach masażu jednak ten był zupełnie
wyjątkowy. Świetna atmosfera i rewelacyjna nauczycielka. Kurs czysto
praktyczny dzięki czemu dokładnie można było poznać całą technike
masażu indonezyjskiego. Bardzo Wam za wszystko dziękuje, spotkamy się
na kolejnym kursie. Wojciech Bubak, Sułkowice, kurs sierpień '08

********

Ukończyłam własnie kurs masażu tajskiego stemplami ziołowymi w
Piasecznie. Z czystym sercem polecam wszystkim naukę tego wspaniałego
masażu u Kanyi. Jej pogoda Ducha, radośc z wykonywanej pracy, robi
duze wrażenie. Perfekcyjnie Kanya przekazuje wiedzę, bardzo dokładnie
tłumaczy i zwraca uwagę na wszystkich
swoich podopiecznych. Dziękuję za wspaniałą przygodę, pojawię się na
kursie stóp. Do tego zapisz moją koleżankę. Malgorzata Sroka Łomianki,
kurs w Piasecznie lipiec '08

********

Jeden z lepszych kursów na jakich byłem - napewno zjawię sie na kursie
zaawansowanym. Postaram sie z innymi kursantami, bo dużo osób jest
zainteresowanych. Dzięki za nauke. Pozdrawiam gorąco Tomasz Hinc
Suwałki fizjoterapeuta, kurs wiosenny Kampinos '08

*********

Dzis stosowalem niektore elementy tajskiego na starszej osobie i przy
odpowiednim wyczuciu sa to bardzo dobre i skuteczne metody. Im dalej w
las tym bardziej i wiecej to mnie interesuje. Robilem podobne
techniki, czułem sie ich autorem, teraz to wygląda na dużo bardziej
usystematyzowane i przez to bezpieczne i skuteczość ma sprawdzoną i
potwierdzoną - Jacek Wenta , Wesola, kurs Boze Cialo '08 Piaseczno k
Warszawy

**********

Kochani, dziękuję serdecznie za wspaniały kurs, za Wasz
profesjonalizm, niezwykłą cierpliwość oraz za stworzenie niezwykłej
atmosfery. Te dni były długo oczekiwanym wytchnieniem w mojej pracy,
dzięki Wam poznałam niezwyklych ludzi i przeżyłam chwile, które
wzbogaciły mnie wewnętrznie. Zyczę Wam szczęścia i wielu sukcesów.
Kasia Kozłowska, Torun, kurs Boze Cialo '08 Piaseczno

*****
Kanya ma niezwykłe wyczucie w pracy z ciałem pacjenta, a w
konsekwencji bardzo trafną diagnozę problemu. Kurs zbogacił mój
warsztat masażysty w techniki których oddziaływania nie da się
porównać z oddziaływaniem masażu klasycznego i innych objętych
programem studiów. Zajęcia prowadzone były w miłej, przyjemnej
atmosferze co jest niezwykle pomocne podczas poszerzania swoich
horyzontów. Polecam Jolanta Adamczyk Bielsko Biala mgr rehabilitacji
kurs zimowy 08 Warszawa
*******
Robert, Krynica Zdrój:
Kurs bardzo milo wspominam. Był dla mnie naprawde
interesujący a całość odbywała się bardzo luźno i w
miłej atmosferze. Grupa która brała udzial w tym
kursie była bardzo zgrana i nadal mam do nich kontakt
telefoniczny. Czulem się bardzo na luzie w
towarzystwie nauczyciela i sam stwierdzam, że odczułem
na wlasnym ciele, iż technika tego masażu pozytywnie
wpłynęła na samopoczucie i kondycję fizyczną całego
organizmu. PS Jurek obronił pracę magisterską i jest
już dyplomowanym fizjoterapeutą. Wysyłam wam kilka
fotek z kursu Masażu Tajskiego. Pozdrawiam gorąco .

*****
Gosia, kurs masażu Krynica Zdrój:

Mieszkam w Zielonej Gorze to mała miejscowość i trochę
trudno mi w promowaniu tego masażu, ale się nie
poddaje. Lubię robić ten masaż i cieszy mnie radość i
zadowolenie w oczach moich pacjentów. Moi pacjenci to
ludzie praktykujący jogę. Po masażach dużo łatwiej im
praktykować jogę. Bardzo chciałabym nauczyć się wiecej
masaży, które robi Kania. Ale Wy jesteście albo w
Krynicy albo w Warszawie. Może byśmy pomyśleli na
organizowaniu takich szkoleń w Zielonej Gorze. Tu na
zachodzie Polski brakuje takich szkoleń. Pozdrawiam
gorąco od siebie i od Romki (była ze mną na kursie)

***
Mariusz:
Aloha Nui
Miałem okazje spotkać Kanie na kursie masażu Tajskiego
w Szczecinie zorganizowanego przez Darka Witkowskiego.

Nazywam się Ziemann moje imię Mariusz. Interesuje sie
masażami od 4 lat. Jestem po kursie masażu Mauri, Lomi
Lomi i klasycznego. Masuje u siebie w domu lub u
klineta jeżeli jest taka potrzeba. Jeżeli chodzi o
masaż Tajski mam 3 osoby, które masuje stosunkowo
regularnie i z bardzo pozytywnym efektem.

******
Pelagia
Mam na imię Pola. Mam 23 lata. Jestem po 2-letniej
szkole masażu z elementami rehabilitacji. Masaż jest
moją pasją, a masaże dalekiego wschodu
zainteresowaniem, których tajniki ciągle zgłębiam.

My name is Pola. I am 23. I finished course of massage
with elements of rehabilitation (2 years). Massage is
my passion. Especially, I am interested in Asian
massages and I am trying to explore them and get more
knowledge and practice about them.
****
Joanna:


Brałam udział w kursie prowadzonym przez Kania w maju
w Szczecinie. Kania zaraziła mnie swoim entuzjazmem i
wiarą i radością.

Od pierwszego weekendu kursu praktykowałam regularnie
masaż tajski na wszystkich znajomych. Od lipca
wykonuje masaż już zarobkowo. Mam pierwszych klientów,
bardzo zadowolonych. Masaż tajski wykonuję w
Szczecinie i okolicach, u klienta.

W ten weekend Kania znowu bedzie w Szczecinie. Cieszę
się ogromnie na to spotkanie.
http://masaztajskiwarszawakursy.googlepages.com
kurs masaz tajski ten post 15-03-2011 23:30
Masaż tajski subiektywna recenzja
fragment opinii niewidomego masazysty o kursie tajskiego:

"Masaż wykonywany jest w parterze, na macie. Nie ma tu żadnej pracy z energią czy jakimiś tam wydumanymi meridianami. Jest to strikte fizyczna robota. Pacjent leży, a terapeuta klęczy obok, nad nim, lub na jednej nodze, gdy druga jest wykroczna. Masaż ten polega na tym, by używać siły własnego ciała i nie męczyć się podczas zabiegu.

Myślałem, że od dlugiego klęczenia będą mnie boleć nogi czy kregoslup lędźwiowy, ale tak nie było. Kanya zwraca uwagę na ergonomię technik i to by podczas ich wykonywania nie zrobiliśmy sobie sami kuku.

Pierwszy etap pokazów to były uciski wzdłuż charakterystycznych dla tego masażu linii na nogach. Nie są one jakieś wymyślnie skomplikowane i łatwo je zapamiętać, bo przebiegają zazwyczaj wzdłuż obrysu mięśni lub ścięgien. Prowadzą od przyczepów jednej grupy do drugiej itd. Uciskasz dwoma kciukami i tyle. No właśnie. Jak się już tak kilka godzin nauciskałem, to chciałem jechać do domu. Myśleliśmy z kumplami, że to będzie takie tam fiki miki, i tu nas Kanya zaskoczyła.

Zaczęła pokazywać techniki rozciągania powięzi, mięśni i pracy na stawach.

Znam wiele technik z terapii manualnej, ale to, co Kanya wydziwiała, robiło wrażenie. Np technika będąca równocześnie trakcją, rozciąganiem powięzi, rotacją, i tak na wielu stawach, mięśniach i na wiele sposobów.

Techniki, poza tym, że skuteczne, to są bardzo widowiskowe. Po pierwszym dniu czułem się jak po treningu karate.

Masaż w niektórych miejscach jest bolesny, ale ból ten musi być znośny i nie duży. Ogólnie wrażenie po tym masażu jest przyjemne. Cały zabieg jest podobny do tych z yumeiho. Jest on jednak w moim odczuciu delikatniejszy, bardziej przemyślany i nie tak siermiężny, jak u japończyków. Nie ma też manipulacji na stawach obwodowych (przynajmniej na pierwszym etapie kursu). Jest to tzw. masaż jogiczny, więc głównie skupia się na streczingu i pracy z tkanką miękką.

Początkowo planowaliśmy, jako starzy wyjadacze, zrobić z kumplami dwa etapy od strzału - podstawowy i zaawansowany. Jednak materiału jest dużo więc postanowiliśmy po pierwszym etapie zrezygnować, by przedstawioną nam wiedzę przetrawić na spokojnie. Nie polecam więc robienia dwóch stopni na raz. Za dużo tego jest, a wiedza, którą dzieli się Kanya wymaga treningu i precyzji. Nie jest to jednak trudna sztuka.

Jest to spokojna, precyzyjna robota. Można ją podzielić na segmenty np. robiąc sam kręgosłup, lub całe ciało albo po prostu nogi ze stopami. Technik też jest wiele i nie trzeba, choć można, stosować wszystkie.
Na pierwszym etapie pokazywany jest ogólny masaż całego ciała w pozycji leżącej na plecach, brzuchu, bocznej jak i siedzącej. Nie ma twarzy i zbyt wielu manipulacji. Nie ma też zbyt żmudnej roboty na samych stopach. Jest natomiast dużo ciekawych rozściągań i pracy z powięzią. Trochę to wszystko zahacza też o podstawy neuromobilizacji.

Ważna jest wygoda samego pacjenta, jak i ergonomia technik wykonywanych przez terapeutę.

Do tego masażu nie potrzebny jest wzrok. Potrzebne są natomiast dobre czucie i trochę orientacji przestrzennej (nie mylić z orientacją w terenie). Pisząc o orientacji przestrzennej mam na myśli uświadomienie sobie, że świad posiada 3 wymiary. W masażu tym bawimy się ciałem rozciągając je w różnych kierunkach. Góra, dół, lewo, prawo - stąd ta widowiskowość.

Jarek W. "
calosc opinii i dyskusja "Masaż tajski - moja subiektywna recenzja" http://groups.google.pl/group/terapiamanualnapolska/browse_thread/thread/4b0b8b4a0dd14316#
http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs
kurs masaz tajski ten post 15-03-2011 23:34
Uczestniczyłem w kursie masażu tajskiego podstawowego i zaawansowanego oraz kursie masażu indonezyjskiego na ul. Krolewskiej w Krakowie. Na każdym panowała miła i przyjazna atmosfera. Kanya zawsze służyła radą i pomocą. Wiele elementów, których uczyłem się na kursach, wykorzystuję w codziennej pracy. Przemek B. niedowidzacy technik masazysta po Szkole krakowskiej
***
Dziękuje za bardzo dobry kurs masażu tajskiego. Miałem wiele zabiegów tajskiego na całym świecie, również od nauczycieli masażu - u Kanyi czuć nie tylko profesjonalizm technik, ale "ręce z powołaniem", każdy dotyk ma cel i czuć jego efekt. Kanya bardzo dobrze uczy masażu tajskiego, ma żadko spotykany dar.

W czasie masażu czuje się emanujacy z niej spokój. Idealnie zgrane nacisk dłoni, ruchy całego ciała i oddech. Tylko sie uczyć od mistrza. Masaż tajski jest zupełnie inny od klasycznego w tym, że oszczędza dłonie masażysty. Moja fascynacja masazem Tajskim jeszcze bardziej sie ugruntowała po kursie zaawansowanym. Kaya pokazała, jak różnymi technikami masazu (stopą, łokciem, przedramieniem) mozna osiągnąć pożadany efekt. Bardziej uświadomiłem sobie jak ważna jest kolejność wykonywania masażu do osiągniecie lepszego efektu.

Kanya zna wiele ciekawych technik masażu, które nie są uczone normalnie w szkolach. Sa one proste i skuteczne, pozwalają bardziej wczuć sie w klimat masazu Tajskiego. Jestem zainteresowany wymiana zabiegow tajskiego b.gornicki@adler.nazwa.pl Bogdan Górnicki, niewidomy amator masażu, Warszawa, kurs masażu tajskiego Kampinos Majówka i kurs zaawansowany siepien 2010

****
Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać! Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy był wreszcie spokoj. Tomasz Marciniak technik masażysta głuchoniewidomy Rawicz
***

Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza. Krzysztofa Gaj technik masażysta głuchoniewidomy z Krakowa

***

Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim.

Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło.

Na pewno wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Danuta Gronowicz technik masażystka głuchoniewidoma ze Szczecina

***
Kursy sa profesjonalne i rzetelnne. Kanya jest świetnym dydaktykiem, cechuje ją cierpliwośc i spokój, doskonale przekazuje wiedzę - mam na myśli szczególnie osoby słabowidzące i niewidome, które są otoczone dobrą opieką. Kanya podchodzi do każdego i pokazuje, aż do skutku. Podczas demonstrowania kolejnych technik każdy może podejść i dotykać rąk prowadzącej.

Nie każdy ma takie doświadczenie i predyspozycje, Kanya robi to perfekcyjnie. Kurs masażu tajskiego i masażu tajskiego stóp jest doskonałym uzupełnieniem pracy z tkankami miękkimi - dużo streczingu i masażu głębokiego. Są to bardzo skuteczne techniki, polecam i zachęcam do ich poznania. Grzegorz Romanowski, przewodniczący Dolnośląskiej Sekcji Niewidomych i Słabowidzących Masażystów i Fizjoterapeutów Polskiego Zwiazku Niewidomych, Wrocław

*****

Sposób prowadzenia zajęć w pełni mi odpowiada. Kanya to życzliwa osoba, umiejąca przekazać wiedze osobie niewidzącej. Wiem, że jest to cecha, którą nie posiadają wszyscy uczący, nawet z papierami tyflopedagogicznymi, bo tu papier nie pomoże, kiedy nie ma serca. W naszym kręgu kulturowym czasami otwartość, bezinteresowność i, ośmiele się napisać, wręcz dziecięca radość, postrzegana jest z rezerwą. A ja ją za to lubię. My europejczyczy jesteśmy uziemieni. Gosia Cz. extensor01@interia.pl Kurs masazu tajskiego Kielce, Bochnia 10.2009

***

Byłem na kursie masażu tajskiego w Krakowie w szkole masażu dla niewidomych i słabowidzących - kurs super, jestem pod wrażeniem metody i prowadzącej. Od wielu lat jestem masażystą, zajmuje się równiesz akupresurą i terapią manualną, masaż tajski jest pięknym połączeniem i uzupełnieniem tych metod.

Elementy masażu tajskiego wykorzystuję podczas tradycyjnego masażu na stole. Oczywiście wykonuję go również jako całość, na specjalne życzenie klietów, których jest coraz więcej. Polecam masażystom zapoznanie sie z tą metodą, na pewno przyniesie dużo satysfakcji Wam i Waszym klietom. Z kursu zaawansowanego skożystam wiosną. Joachim Trocha, technik masażu, vitasanus@gmail.com Bytom 09.2009


***

Kanya jest fantastyczną osobą. Potrafi wszystko cierpliwie wytłumaczyć, pokazać kilka razy, jeśli ktoś czegoś nie rozumie. Osobiście dla mnie ważne była niewielka ilość uczestników, bo jestem niewidoma. Każdy mi chętnie pomagał. Zżyliśmy się wszyscy, az żal było się rozstawać.

Chętnie wezmę udział w innych szkoleniach. Masaż Tajski jest bardzo interesujący, jeśli prowadzi go ktoś, kto posiada duże doświadczenie i umie podzielić się swoją wiedzą. Warto skorzystać z kursow Kanyi. Eliza Praska, kurs masazu Gdansk marzec '09

http://massagethai.info
http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs
kurs masaz tajski ten post 15-03-2011 23:36
Tajski dla głuchoniewidomych
Szkolenie z podstaw masażu tajskiego dla osób głuchoniewidomych

Bezpłatne szkolenie dla osób głuchoniewidomych z podstaw masażu tajskiego? Dzięki projektowi, który realizujemy pod hasłem „Weź sprawy w swoje ręce…” stało się to możliwe! Wzięło w nim udział dziesięciu beneficjentów tego projektu, którzy będąc już masażystami, chcieli zdobyć dodatkowe umiejętności i tym samym zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku pracy.
Szkolenie odbyło się w miejscu bliskim sercom wielu osób związanych z TPG, czyli w Ośrodku Szkoleniowym Stowarzyszenia „Akademia Łucznica”. Poprowadziła je natomiast Kanya Krongboon, o której dużo można się dowiedzieć ze strony internetowej www.massagethai.info Kanya sama się na niej przedstawia jako „jedyna nauczycielka masażu tajskiego, indonezyjskiego i tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego w Polsce”. Oprócz tego chwali się też, że: Jestem terapeutką i nauczycielką jogicznego masażu tajskiego, indonezyjskiego, tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego  z kilkunastoletnim doświadczeniem. Wykonałam grubo ponad dziesięć tysięcy zabiegów, każdy trwający co najmniej godzinę i wyszkoliłam w trybie indywidualnym w Tajlandii i Wielkiej Brytanii ponad 500 masażystów, jak również prawie  600 na 80  kursach publicznych i prywatnych w Polsce (wielu wracało na moje kolejne kursy).

Katarzyna Ptasznik, koordynator makroregionu południowo-wschodniego, która była odpowiedzialna za przygotowanie szkolenia dla masażystów, informacje te uzupełnia jeszcze o to, że jak wiedziała z wcześniejszych rozmów z Kanyą, ma ona bogate doświadczenie w pracy z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. Było to ważne kryterium przy wyborze instruktora i jak się okazało przyniosło pozytywne efekty.

A dlaczego w ogóle masaż tajski?
Katarzyna Ptasznik wyjaśnia, że inspiracja wypłynęła z kilku źródeł: „Ludzie są coraz bardziej spięci, coraz bardziej potrzebują więc masażu relaksującego. A tajski jest bardziej masażem relaksacyjnym niż leczniczym. Jest doskonały dla osób, które po trudach codziennej pracy chcą sobie zrobić chwilę relaksu. Ponadto: masaż tajski wychodzi poza utarte schematy, więc w naszym społeczeństwie odbierany jest po prostu jako atrakcyjny. Dla naszych masażystów dodatkowym atutem jest też to, że do wykonywania masażu tajskiego nie potrzebują żadnego specjalistycznego wyposażenia – wystarczy kocyk, który rozłożą na dywanie w domu klienta. Przyznać się jednak muszę, że nie ja wpadłam na ten pomysł – podsunęli mi go sami masażyści, biorący udział w projekcie – sygnalizowali, że to jest ta technika, którą chcieliby poznać.”

Szkolenie – okiem uczestnika, Krzysztofa Gaja
(fragmenty – więcej w 4. numerze kwartalnika „Dłonie i Słowo”)

„Dowiedziałem się, że ma być 10 masażystów z całej Polski z przewodnikami, więc zacząłem intensywnie myśleć, jak tylu głuchoniewidomych nauczyć w trzy dni masażu tajskiego i z lekka obawiałem się „wolnej polki", a nawet „partyzantki", jak to się żartobliwie czasem mówi na kurs, który ma być, żeby był. Ciągnęło mnie jednak coś i już, może to prowadząca Kanya Krongboon - prawdziwa Tajka, a może Anioł Stróż?

Już wkrótce miało się okazać, że ja to i owszem, mam wyobraźni całkiem sporo, ale organizator i prowadzący, mieli więcej, bo nie spotkałem kogoś jadącego do Warszawy po szkoleniu, który by był niezadowolony.

Po naszemu, po europejsku, jak masować, to gdzieś na leżance, kozetka jakaś, żeby tapczan chociaż. A tu na podłodze zasłane materacami, na materacach kocyczki i oto całe wyposażenie na początek do masażu tajskiego. Każdy głuchoniewidomy zajął pozycję siedzącą po turecku, albo jakąś parterową, bo i taki materac zachęca od razu do polegiwania nawet. Zrobiło sie gwarno, każdy gada do swojego przewodnika i odwrotnie, więc 20 głosów co najmniej coś tam sobie jeszcze uzupełnia na jakiejś „mózgowej półce". Nie mogę się doczekać na rozpoczęcie. Obok mnie Tomek mój przewodnik, Kasia, przewodnik Zuzanny i tak dalej: Iza, Mariusz, Warszawa, Wrocław, Kraków, Szczecin. Sala dość duża, więc się stresuje, że do mnie nie dotrze coś. W pewnym momencie rozległo sie tradycyjne cii cii cii bo oto z cicha zaczyna do nas przemawiać pani Kanya. Sporo osób zna angielski, ale Małgorzata tłumaczy ofiarnie głośno wszystkim, którzy mają problemy.

Szybka decyzja, kto będzie masowany i oto już Zuzanna leży na materacu i zaczynamy masaż stopy. Nasi przewodnicy dysponują już rysunkami, gdzieś ktoś rozdał, biorę do ręki, kilkanaście, może lepiej stron. Pani Kanya pokazuje pierwszą linię, przewodnicy powtarzają nam, raz i jeszcze raz, do skutku. Wreszcie próbujemy. Uciskam kciukami na stopę Zuzanny od podeszwy i klęczę bogobojnie na kolanach, i pochylony do przodu.

Doczekałem się na panią Kanyę, podchodzi. Od razu poprawia. Ja tu gniotę rękami, jak te kopytka przysłowiowe i szybko, a ja mam naciskać, wolniutko i coraz głębiej przez całe three seconds i jak by tego było mało, to pani Kanya mówi do mnie: come back - wróć. W masażu klasycznym zawsze masuje się dosercowo i nie wraca, a w tajskim jest to come back. Nie dość tego. Coś tu na początku mi nie idzie, pani Kanya widzi, że nie rozumiem, bierze mi rękę na swoje plecy i sama naciska stopę Zuzanny. Nagle zrozumiałem! Ona nie naciska rękoma, ona buja się do przodu i tyłu i naciska jakby całym ciałem, a siła idzie na kciuk. Wchodzi w stopę jak w masło i na dokładkę Zuzanny pytają, czy boli, a ona mówi, że nic, a nic.

Jest gwarno jak w ulu, jedna wielka gadanina, ten zapyta, ten odpowie, ten powtórzy, tamten poda, każdy ma roboty pełne ręce. Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza.

Tak wygniatając sobie wzajemnie obydwoma kciukami nogi, co raz pokazując nowe punkty i linie, wybiła 21:00, koniec na dzisiaj. Ludzie mówią, że fajnie jest, ciężki program nabity na full - jak mawia młodzież, ale owocny. Męczyć, to się Polak lubi, byle wiedział po co. Coś tak czuję, że ludzie mają zapał, wszędzie słychać ożywienie. Koniec dnia. Jutrzejszy, będzie według planu taki sam, tyle, że więcej pracy, bo od samego rana.

Gdybym ten dzień chciał porządnie opisać, tak z detalami, to by trzeba było kilku rozdziałów, więc proponuję streszczenie: jedzenie, masowanie, masowanie jedzenie, masowanie, masowanie i spanie.

Ostatniego dnia, w niedzielę, trenujemy ofiarnie, przypominamy, sprawdzamy, powtarzamy jeszcze, a pani Kanya Krongboon dokładnie sprawdza każdego cichaczem. Chwali i słusznie, bo zawsze lepiej raz pochwalić, niż dwa razy zganić. I oto wypełniamy ankiety po szkoleniu na krótko przed obiadem, brawa, podziękowania i rozchodzimy się na obiad. Pani Kasia - bo na tym kursie tak mówiło się na kierowniczkę, zdecydowała o organizacji po obiedzie. To fajnie tak do kierowniczki wołać Kasia, zwykle kierownik to: kolejka, podanie, odpowiedź, demonstracja wyższości, nierzadko buta, a tu podchodzisz i masz przed sobą kierowniczkę, która mówi, że jest Kasia. Bardzo miłe to wrażenie robiło, nie powiem.

Po obiedzie już spakowani, czekamy na najważniejszą chwilę szkolenia, czyli wręczenie dyplomów i zaświadczeń, a sam jeszcze nie wiem, co to, to też ciekawość, która jest pierwszym stopniem do wiedzy, a ta zła do piekła, wzrasta. Pani Kanya mówi ostatnie słowa, że dobrze nam szło, że możemy się posługiwać masażem tajskim w swoich gabinetach, aż wreszcie ruszyła kolejka do wręczenia świadectw. Każdy ściskał w garści swoje, pod kurtkę chowa, bo pada. Wielkie podziękowania dla pani Kanyi, brawa i brawa, wszyscy się uśmiechają. W końcu zabieramy się do autokaru i do stolicy, skąd wkrótce rozjedziemy się na cały kraj.

Gratuluję pomysłu organizatorom kursu, kogo nie było niech zazdrości i mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś taki będzie?”

Wrażenia innych uczestników

Danuta Gronowicz ze Szczecina:

„Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe. Poza tym bardzo mnie to interesuje. Ukończyłam kurs masażu klasycznego w „Akademii Fitness”, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Z jednej strony chciałam więc podnieść swoje kwalifikacje, a z drugiej rozwinąć swoje zainteresowania.

Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! Wydawałam przy tym dziwne dźwięki, którym wszyscy się dziwili (śmiech). To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło. Stąd te dziwne dźwięki.

Masażu tajskiego nie będę robić osobom, które będą przychodziły do mnie z chorobami kręgosłupa, czy innymi bolesnymi schorzeniami. Przypadek każdego klienta rozpatrzeć będę musiała indywidualnie. Na pewno jednak wielokrotnie wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili z ciekawości. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Zawsze jednak powtarzam, że sam masaż nie rozwiąże problemu –doradzam też zwykle zmianę diety i więcej ruchu.”

Mariusz Het z Kluczborka i Tomasz Marciniak z Rawicza:

„Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać!”

„Samo szkolenie? Przeszkadzał mi trochę hałas. Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce itp. Gdy wszyscy wokół rozmawiali, trudno było się skupić. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy było wreszcie cicho.”

„Cieszę się, że mogłem poznać Kanyę i wielu innych ludzi.”

http://tpg.org.pl/index2.php?aktu&news=80

http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs
kurs masaz tajski ten post 27-05-2011 22:25
Tajski dla głuchoniewidomych
Szkolenie z podstaw masażu tajskiego dla osób głuchoniewidomych

Bezpłatne szkolenie dla osób głuchoniewidomych z podstaw masażu tajskiego? Dzięki projektowi, który realizujemy pod hasłem „Weź sprawy w swoje ręce…” stało się to możliwe! Wzięło w nim udział dziesięciu beneficjentów tego projektu, którzy będąc już masażystami, chcieli zdobyć dodatkowe umiejętności i tym samym zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku pracy.
Szkolenie odbyło się w miejscu bliskim sercom wielu osób związanych z TPG, czyli w Ośrodku Szkoleniowym Stowarzyszenia „Akademia Łucznica”. Poprowadziła je natomiast Kanya Krongboon, o której dużo można się dowiedzieć ze strony internetowej www.massagethai.info Kanya sama się na niej przedstawia jako „jedyna nauczycielka masażu tajskiego, indonezyjskiego i tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego w Polsce”. Oprócz tego chwali się też, że: Jestem terapeutką i nauczycielką jogicznego masażu tajskiego, indonezyjskiego, tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego  z kilkunastoletnim doświadczeniem. Wykonałam grubo ponad dziesięć tysięcy zabiegów, każdy trwający co najmniej godzinę i wyszkoliłam w trybie indywidualnym w Tajlandii i Wielkiej Brytanii ponad 500 masażystów, jak również prawie  600 na 80  kursach publicznych i prywatnych w Polsce (wielu wracało na moje kolejne kursy).

Katarzyna Ptasznik, koordynator makroregionu południowo-wschodniego, która była odpowiedzialna za przygotowanie szkolenia dla masażystów, informacje te uzupełnia jeszcze o to, że jak wiedziała z wcześniejszych rozmów z Kanyą, ma ona bogate doświadczenie w pracy z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. Było to ważne kryterium przy wyborze instruktora i jak się okazało przyniosło pozytywne efekty.

A dlaczego w ogóle masaż tajski?
Katarzyna Ptasznik wyjaśnia, że inspiracja wypłynęła z kilku źródeł: „Ludzie są coraz bardziej spięci, coraz bardziej potrzebują więc masażu relaksującego. A tajski jest bardziej masażem relaksacyjnym niż leczniczym. Jest doskonały dla osób, które po trudach codziennej pracy chcą sobie zrobić chwilę relaksu. Ponadto: masaż tajski wychodzi poza utarte schematy, więc w naszym społeczeństwie odbierany jest po prostu jako atrakcyjny. Dla naszych masażystów dodatkowym atutem jest też to, że do wykonywania masażu tajskiego nie potrzebują żadnego specjalistycznego wyposażenia – wystarczy kocyk, który rozłożą na dywanie w domu klienta. Przyznać się jednak muszę, że nie ja wpadłam na ten pomysł – podsunęli mi go sami masażyści, biorący udział w projekcie – sygnalizowali, że to jest ta technika, którą chcieliby poznać.”

Szkolenie – okiem uczestnika, Krzysztofa Gaja
(fragmenty – więcej w 4. numerze kwartalnika „Dłonie i Słowo”)

„Dowiedziałem się, że ma być 10 masażystów z całej Polski z przewodnikami, więc zacząłem intensywnie myśleć, jak tylu głuchoniewidomych nauczyć w trzy dni masażu tajskiego i z lekka obawiałem się „wolnej polki", a nawet „partyzantki", jak to się żartobliwie czasem mówi na kurs, który ma być, żeby był. Ciągnęło mnie jednak coś i już, może to prowadząca Kanya Krongboon - prawdziwa Tajka, a może Anioł Stróż?

Już wkrótce miało się okazać, że ja to i owszem, mam wyobraźni całkiem sporo, ale organizator i prowadzący, mieli więcej, bo nie spotkałem kogoś jadącego do Warszawy po szkoleniu, który by był niezadowolony.

Po naszemu, po europejsku, jak masować, to gdzieś na leżance, kozetka jakaś, żeby tapczan chociaż. A tu na podłodze zasłane materacami, na materacach kocyczki i oto całe wyposażenie na początek do masażu tajskiego. Każdy głuchoniewidomy zajął pozycję siedzącą po turecku, albo jakąś parterową, bo i taki materac zachęca od razu do polegiwania nawet. Zrobiło sie gwarno, każdy gada do swojego przewodnika i odwrotnie, więc 20 głosów co najmniej coś tam sobie jeszcze uzupełnia na jakiejś „mózgowej półce". Nie mogę się doczekać na rozpoczęcie. Obok mnie Tomek mój przewodnik, Kasia, przewodnik Zuzanny i tak dalej: Iza, Mariusz, Warszawa, Wrocław, Kraków, Szczecin. Sala dość duża, więc się stresuje, że do mnie nie dotrze coś. W pewnym momencie rozległo sie tradycyjne cii cii cii bo oto z cicha zaczyna do nas przemawiać pani Kanya. Sporo osób zna angielski, ale Małgorzata tłumaczy ofiarnie głośno wszystkim, którzy mają problemy.

Szybka decyzja, kto będzie masowany i oto już Zuzanna leży na materacu i zaczynamy masaż stopy. Nasi przewodnicy dysponują już rysunkami, gdzieś ktoś rozdał, biorę do ręki, kilkanaście, może lepiej stron. Pani Kanya pokazuje pierwszą linię, przewodnicy powtarzają nam, raz i jeszcze raz, do skutku. Wreszcie próbujemy. Uciskam kciukami na stopę Zuzanny od podeszwy i klęczę bogobojnie na kolanach, i pochylony do przodu.

Doczekałem się na panią Kanyę, podchodzi. Od razu poprawia. Ja tu gniotę rękami, jak te kopytka przysłowiowe i szybko, a ja mam naciskać, wolniutko i coraz głębiej przez całe three seconds i jak by tego było mało, to pani Kanya mówi do mnie: come back - wróć. W masażu klasycznym zawsze masuje się dosercowo i nie wraca, a w tajskim jest to come back. Nie dość tego. Coś tu na początku mi nie idzie, pani Kanya widzi, że nie rozumiem, bierze mi rękę na swoje plecy i sama naciska stopę Zuzanny. Nagle zrozumiałem! Ona nie naciska rękoma, ona buja się do przodu i tyłu i naciska jakby całym ciałem, a siła idzie na kciuk. Wchodzi w stopę jak w masło i na dokładkę Zuzanny pytają, czy boli, a ona mówi, że nic, a nic.

Jest gwarno jak w ulu, jedna wielka gadanina, ten zapyta, ten odpowie, ten powtórzy, tamten poda, każdy ma roboty pełne ręce. Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza.

Tak wygniatając sobie wzajemnie obydwoma kciukami nogi, co raz pokazując nowe punkty i linie, wybiła 21:00, koniec na dzisiaj. Ludzie mówią, że fajnie jest, ciężki program nabity na full - jak mawia młodzież, ale owocny. Męczyć, to się Polak lubi, byle wiedział po co. Coś tak czuję, że ludzie mają zapał, wszędzie słychać ożywienie. Koniec dnia. Jutrzejszy, będzie według planu taki sam, tyle, że więcej pracy, bo od samego rana.

Gdybym ten dzień chciał porządnie opisać, tak z detalami, to by trzeba było kilku rozdziałów, więc proponuję streszczenie: jedzenie, masowanie, masowanie jedzenie, masowanie, masowanie i spanie.

Ostatniego dnia, w niedzielę, trenujemy ofiarnie, przypominamy, sprawdzamy, powtarzamy jeszcze, a pani Kanya Krongboon dokładnie sprawdza każdego cichaczem. Chwali i słusznie, bo zawsze lepiej raz pochwalić, niż dwa razy zganić. I oto wypełniamy ankiety po szkoleniu na krótko przed obiadem, brawa, podziękowania i rozchodzimy się na obiad. Pani Kasia - bo na tym kursie tak mówiło się na kierowniczkę, zdecydowała o organizacji po obiedzie. To fajnie tak do kierowniczki wołać Kasia, zwykle kierownik to: kolejka, podanie, odpowiedź, demonstracja wyższości, nierzadko buta, a tu podchodzisz i masz przed sobą kierowniczkę, która mówi, że jest Kasia. Bardzo miłe to wrażenie robiło, nie powiem.

Po obiedzie już spakowani, czekamy na najważniejszą chwilę szkolenia, czyli wręczenie dyplomów i zaświadczeń, a sam jeszcze nie wiem, co to, to też ciekawość, która jest pierwszym stopniem do wiedzy, a ta zła do piekła, wzrasta. Pani Kanya mówi ostatnie słowa, że dobrze nam szło, że możemy się posługiwać masażem tajskim w swoich gabinetach, aż wreszcie ruszyła kolejka do wręczenia świadectw. Każdy ściskał w garści swoje, pod kurtkę chowa, bo pada. Wielkie podziękowania dla pani Kanyi, brawa i brawa, wszyscy się uśmiechają. W końcu zabieramy się do autokaru i do stolicy, skąd wkrótce rozjedziemy się na cały kraj.

Gratuluję pomysłu organizatorom kursu, kogo nie było niech zazdrości i mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś taki będzie?”

Wrażenia innych uczestników

Danuta Gronowicz ze Szczecina:

„Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe. Poza tym bardzo mnie to interesuje. Ukończyłam kurs masażu klasycznego w „Akademii Fitness”, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Z jednej strony chciałam więc podnieść swoje kwalifikacje, a z drugiej rozwinąć swoje zainteresowania.

Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! Wydawałam przy tym dziwne dźwięki, którym wszyscy się dziwili (śmiech). To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło. Stąd te dziwne dźwięki.

Masażu tajskiego nie będę robić osobom, które będą przychodziły do mnie z chorobami kręgosłupa, czy innymi bolesnymi schorzeniami. Przypadek każdego klienta rozpatrzeć będę musiała indywidualnie. Na pewno jednak wielokrotnie wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili z ciekawości. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Zawsze jednak powtarzam, że sam masaż nie rozwiąże problemu –doradzam też zwykle zmianę diety i więcej ruchu.”

Mariusz Het z Kluczborka i Tomasz Marciniak z Rawicza:

„Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać!”

„Samo szkolenie? Przeszkadzał mi trochę hałas. Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce itp. Gdy wszyscy wokół rozmawiali, trudno było się skupić. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy było wreszcie cicho.”

„Cieszę się, że mogłem poznać Kanyę i wielu innych ludzi.”

http://tpg.org.pl/index2.php?aktu&news=80

http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs
kurs masaz tajski ten post 27-05-2011 22:26
obszerne fragmenty wpisu z bloga Rafala Uryzaja, fizjo z Poznania - link do calosci mozna wyguglowac:
...
W miniony weekend miałem okazję wreszcie wziąć udział w kursie masażu tajskiego. ...

Był to kurs podstawowy masażu tajskiego trwający 32 h podzielony na 3 dni. Zatem szkoliliśmy sie 3 dni od rana do wieczora - taki mały maraton po tajsku.

Kurs prowadziła znana już w Polsce Kanya Krongboon, która jest przesympatyczną osobą, pełną radości i enztuzjazmu w tym co robi.

Można przyrównać Ją do całej filozofii życia w Tajlandii. Według tego co głosi religia buddyjska (główna religia wyznawana przez większość tajów) życie z założenia ma być "Sanuk" czyli przyjemne. Wszystko co nie jest "sanuk" należy przyjmować z pokorą i przeczekać. Zarówno Kanya jak i cały masaż tajski jest "sanuk".

Niektórym wydaje się, że jest to silny masaż, z elementami mocnego stretchingu, tylko dla osób lubiących mocne wrażenia.

Owszem momentami może pojawiać się lekki ból lecz jest on tak przyjemny, że aż miło go poczuć, a ulga którą przynosi jest niezapomniana. Po pierwszym dniu szkolenia czułem się świetnie. O poranku dnia następnego czułem sie tak świetnie, że nie chciało się wstawać z łóżka, jednak wizja kolejnego dnia nauki masażu tajskiego szybko zwyciężyła.

Z mojej perspektywy kurs ten to nie tylko nauka praktyczna. To wiele rozmów które miałem okazję toczyć z Kanya na temat masażu, Tajlandii, filozofii i ogólnie o życiu. Nie było mowy oczywiście o jakiejkolwiek barierze językowej, ponieważ Kanya świetnie mówi po angielsku, a miałem też okazję posłuchać trochę języka tajskiego. ...

Szkolenie było prowadzone właśnie zgodnie ze stylem nauczanym w Wat Pho.

Teraz kilka słów o samym szkoleniu.

Główną częścią była oczywiście praktyka. Klasyczny model szkolenia czyli pokaz oraz ćwiczenia uczestników. Miałem okazje wiele razy być modelem i poczuć jak robi to mistrzyni. Kanya zaprezentowała nam ponad 80 technik stosowanych w masażu tajskim (było to oczywiście szkolenie podstawowe). Jednak techniki te pozwalają na wykonanie masażu który trwa nawet ponad 2 h.

Co ważne podczas szkolenia Kanya poświecała czas każdemu kto tego potrzebował traktując indywidualnie każdą osobę i każde zapytanie.

Z początku myślałem, że tak skondensowasne szkolenie trwające od samego rana aż do wieczora będzie dość wyczerpujące. Okazało się jednak, że czas biegł nieubłaganie i aż nie chciało kończyć się zajęć pod koniec każdego dnia. ...

Temat oczywiście nie został wyczerpany i pozostaje tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Moje oczekiwania i wyobrażania co do masażu tajskiego jak najbardziej się sprawdziły i sprawiły, że po szkoleniu mam jeszcze większy zapał do dalszego rozwoju i pogłębiania filozofii wschodu.

Kolejny kurs masażu tajskiego w Poznaniu już we wrześniu. ...

Niemniej jednak zachęcam wszystkich do zapoznania się z masażem tajskim. Jeżeli nie na szkoleniu to jako osoba masowana, bo warto poczuć własne ciało, jego możliwości i wspaniałe odprężenie, które niesie ze sobą przeszło dwugodzinny relaks po tajsku.
http://massagethai.info kurs masaz tajski indonezyjski tajskimi stemplami ziolowymi tajskiego masazu stop warszawa
kurs masaz tajski ten post 27-05-2011 22:27
[url]http://www.forbes.pl/styl-zycia/artykul/podroze/tajskie-spa-wszechstronna-uczta,2933,1[/url]

Mikołaj Jeżak, autor jest partnerem i dyrektorem zarządzającym w 5 Stars Club Business Travel

Wizyty w tajskich ośrodkach urody często ocierają się o mistycyzm. Aura niewyobrażalnego spokoju, duch filozofii buddyjskiej niczym mgiełka unoszą się nad obiektami SPA, w których zregenerujemy zarówno ciało, jak i umysł

Przy wejściu wita nas nastrojowa muzyka. Od uśmiechniętej uroczej Tajki otrzymujemy klapki, elegancki szlafrok i jednorazową bieliznę. W powietrzu unosi się aura spokoju, charakterystyczna dla buddyzmu theravada, dominującego na Cejlonie. Po kąpieli w basenie i degustacji herbaty z tamaryndu jesteśmy gotowi na atrakcje SPA. Tajowie uczynili ze SPA sztukę. Każda wizyta w dobrym obiekcie jest ucztą dla ciała, spokojem dla ducha.

Pierwsze SPA w Tajlandii powstały w połowie lat 80. Na początku większość z nich znajdowała się głównie w luksusowych pięciogwiazdkowych hotelach, bo na świecie panowała wówczas moda na wakacje w Tajlandii, a wypoczynek w SPA był synonimem luksusu. W drugiej połowie lat 90. ośrodki SPA niczym grzyby po deszczu zaczęły powstawać w Azji Południowo-Wschodniej. Niemal na każdym rogu ulicy; czy to w wielkich miastach, czy na prowincji można było znaleźć zabiegi SPA pozwalające na natychmiastową regenerację.

Szybko okazało się, że koncepcja rozwoju właśnie tego segmentu turystyki może przynieść krajowi duże zyski i sprawić, że goście, którzy już raz wybrali Bangkok, Phuket czy Hua Hin, powrócą do Tajlandii jeszcze nieraz. Bo to kraj stworzony do tego typu usług. Chodzi o legendarną tajską gościnność, serdeczny sposób bycia i uśmiech, który towarzyszy Tajom na co dzień, wysoką kulturę obsługi klienta i pracowitość. Trzeba jeszcze dodać wspaniały klimat, ciekawą lokalną architekturę, umiejętność dbania o szczegół oraz konkurencyjne ceny.

Nic dziwnego, że dziś tajskie SPA to prawdziwy przemysł. Poza turystami zagranicznymi (obecnie stanowią ok. 70 proc. klienteli SPA w Tajlandii) ta formuła spędzania wolnego czasu przyjęła się również wśród Tajów. Z pewnością do takiego boomu na SPA przyczynił się szybki rozwój tajskich miast oraz potężne zanieczyszczenie powietrza, szczególnie w stolicy.

Zmienił się także tryb życia i odżywiania młodego tajskiego pokolenia. Tygrysy azjatyckie po prostu zaczęły się dusić. Społeczeństwo przyzwyczajone do spokoju, wiejskiego trybu życia w ciągu kilku lat odnotowywało wzrost produktu krajowego brutto o kilkanaście procent. Zwykli ludzie potrzebowali oddechu. Jednym ze sposobów na znalezienie równowagi duchowej i fizycznej stały się częste i krótkie wizyty w ośrodkach SPA.

Jeszcze kilka lat temu specjaliści nie wróżyli tak spektakularnego sukcesu rozbudowanym salonom masażu. Od 2002 roku liczba nowo otwartych obiektów SPA w Tajlandii jednak się podwoiła. W roku 2002 tajskie SPA odwiedziło 3,3 mln osób, a w 2008 r. już 6 milionów. Singapurska spółka Intelligent Spas podaje, że do grudnia 2009 r. w Tajlandii działało 745 oficjalnie zarejestrowanych ośrodków SPA. Szacuje się, że wygenerowały one przychody rzędu 275 mln dolarów. Spośród 300 najlepszych w 2009 r. SPA na świecie aż 28 tajskich otrzymało prestiżowe nagrody od międzynarodowych instytucji zdrowia i urody.

Eksperci najlepiej ocenili obiekty chińskie, singapurskie i właśnie tajskie. Trzy z nich otrzymały złote medale w swoich kategoriach. Wśród laureatów pojawiły się również obiekty z egzotycznych zakątków Buthanu czy Kambodży.

Tajlandia zbiera owoce działań rządowych z lat 90., gdy intensywnie promowano ideę SPA. Na międzynarodowych konferencjach goście zapraszani byli na seanse SPA, sponsorowano ze środków rządowych szkolenia nowej kadry masażystów i terapeutów, przywrócono do życia tradycyjną historyczną szkołę tajskiego masażu. Ponadto ideę Sanare Per Aquam spopularyzowały również światowe gwiazdy muzyki pop, kina czy znane modelki.

Do Chiva-Som, jednego z najbardziej znanych luksusowych kompleksów SPA w Azji, przyjeżdżają np. Victoria i David Beckham i Kate Moss. Tygodniowy pobyt w takim kurorcie to wydatek rzędu 35 tys. zł za osobę na tydzień. Do dyspozycji gości, oprócz bajecznego apartamentu, są m.in. prywatny terapeuta, dietetyk i seria zabiegów. A jest z czego wybierać. Jak żadne inne SPA w regionie, ośrodek Chiva-Som w Hua Hin może się pochwalić możliwością przeprowadzenia ponad 100 różnych zabiegów. Co ważne, nie trzeba wydawać fortuny, by poczuć się jak nowo narodzony.

W niektórych SPA koszt kilkugodzinnego zabiegu porównywalny jest z dwudaniowym obiadem w przeciętnej warszawskiej restauracji, część obiektów, nawet tych luksusowych, dostępna jest również dla klientów, którzy nie są gośćmi hotelu. Choć zakres możliwych świadczeń i zabiegów rozszerza się z roku na rok, z ankiety przeprowadzonej przez Intelligent Spas w czołowych 159 SPA na świecie wynika, że połowa gości wybiera tylko masaż i cały czas pozostaje on najpopularniejszym zabiegiem także przy konstruowaniu pakietów regeneracyjnych.

Prawie połowa ośrodków SPA w Tajlandii nie oferuje zakwaterowania - są to tak zwane daily SPA. Druga połowa podzielona jest na hotele SPA, SPA destinations i SPA resorts. To kurorty, do których goście, głównie biznesmeni, udają się na trwające minimum sześć dni wakacje.

Jai yin, yin - "spokojnie, wyluzuj", z pewnością ten zwrot usłyszymy w salonie SPA. Drewniane tekowe łoże z białymi baldachimami, delikatny powiew morskiej bryzy, bambusowe przepierzenia dla stworzenia intymnej atmosfery i lekki, unoszący się w powietrzu zapach migdałowego kadzidła. Wygodnie leżąc na brzuchu, obserwuję ocean, po chwili, zanim na dobre rozpocznie się zamówiony zabieg, odpływam. Aby tak się poczuć, nie trzeba wcale jechać nad morze ani w góry. Blisko 30 proc. wszystkich tajskich ośrodków SPA znajduje się właśnie w centrum i na obrzeżach Bangkoku. Ich przepięknie zaprojektowane pomieszczenia sprawiają, że czujemy się jak w naturalnych plenerach.

Spośród tajskich masaży warto wybrać tradycyjny nuad boran. To jedna z najstarszych form masażu, która pojawiła się wraz z buddyzmem w Tajlandii 2500 lat temu. Technikę sprowadził tu Jivaka Kumar Bhacca, żyjący w czasach Buddy osobisty lekarz jednego z królów tajskich. Przyjaźnił się podobno z samym Buddą, służąc poradami medycznymi wielu buddyjskim mnichom.

Swego czasu antyczna stolica tajskiego państwa - Ayuthaya - była skarbnicą wiedzy o ówczesnych szkołach masażu. Niestety, podczas najazdu birmańskiej armii większość bezcennych tekstów została spalona. Jednym z ocalałych dokumentów była 60-stronicowa księga masażu tajskiego przechowywana obecnie przy ołtarzu w Wat Pho, jednej ze znanych buddyjskich świątyń. Oprócz tajskiego masażu tradycyjnego, gwarantowanego właściwie w każdym ośrodku, prawie wszystkie SPA oferują aromaterapię, w większości można znaleźć refleksologię oraz liczne terapie oparte na gorących kamieniach czy ciepłym błocie. Koncepcja SPA ewoluuje. Do zabiegów dołącza się obecnie seanse jogi i akupunktury.

Można również skorzystać z techniki masażu tajskiego przed laty przeznaczonego wyłącznie dla członków rodziny królewskiej. Łączy on techniki stosowane w shiatsu, jamu czy akupresurze. W Chiva-Som, jednym z kultowych ośrodków SPA w Tajlandii, prawie 60 proc. gości korzysta z chiva-som massage polegającego na wcieraniu ciepłych olejków. Specjaliści twierdzą, że starsze ośrodki SPA są jak wino. Pracują w nich doświadczeni terapeuci i masażyści. Z roku na rok ich warsztat pracy się doskonali, a zakres usług jest systematycznie powiększany. Ponadto dzięki kilkunastoletniemu doświadczeniu mają zaufaną grupę klientów. Bez nich trudno byłoby rozwijać się nawet najlepszemu SPA.

Doskonałym przykładem jest założona 16 lat temu Oriental SPA w hotelu Mandarin Oriental w Dhara Dhevi. Można się tam dostać tylko drogą wodną, samo SPA mieści się w odrestaurowanym XIX-wiecznym domu zbudowanym z drzewa tekowego. Oferowane tu zabiegi łączą medytację z tradycyjnym masażem. W Oriental wykorzystuje się tylko naturalne olejki, zioła oraz wyciągi owocowo-roślinne opracowywane według własnej formuły ośrodka.

Najlepsze tajskie sieci SPA: Anantara, Angsana, Aman czy Banyan Tree, są znane na całym świecie. Nie znaczy to jednak, że udając się do mniej znanego obiektu, spotka nas rozczarowanie. Poziom oferowanych usług jest podobny, a coraz większa konkurencja wśród ośrodków sprawiła, że nawet najmniejsze SPA mają szeroki wachlarz usług. W końcu Tajlandia to kwintesencja kultury SPA. Buddyjski spokój wprowadzający w odpowiedni nastrój, egzotyczne zapachy, wspaniała architektura, przestrzeń, bujna roślinność i, oczywiście, niezliczone ilości różnorodnych storczyków.
kurs masaz tajski ten post 27-05-2011 22:29
http://www.rp.pl/artykul/2,269099.html

Marta Dvořak

Trwa moda na egzotykę w spa. Jej zwolennikom nie wystarczają już jednak orientalne masaże i zabiegi. Liczą się także atmosfera i wystrój miejsca, w którym z nich korzystają.
Specjaliści wróżą, że moda na egzotyczne spa w naszym kraju przyjmie się i rozpowszechni.

Masaż balijski, bambusami, ziołowe łaźnie z Tajlandii, kąpiele kwiatowe, pobyt w łaźni Buddy... Często klienci decydują się na takie zabiegi w spa po powrocie z wakacji. Szukają nie tylko konkretnego zabiegu, ale także chcą odnaleźć w zimowe dni wakacyjny nastrój. Teraz więc w pomieszczeniach spa dominują ciepłe barwy, orientalne ozdoby, świeczki i kadzidełka.

– Na rynku dostępne są rozmaite rodzaje zabiegów, także orientalnych. Moda na nie przemija i powraca – opowiada Marzena Jurczenia, masażystka z 13-letnim doświadczeniem i kierowniczka działu pielęgnacji ciała w wyspecjalizowanym w Oriencie ośrodku Dotyk Spa w Warszawie.

– Ale rośnie popularność egzotycznych ośrodków spa, bo nie ustaje zainteresowanie klientów egzotyką. Nasi goście są coraz bardziej wybredni. Rzadko wystarczają im już same zabiegi, zwracają też uwagę na otoczenie: światło, muzykę, zapach, nastrój, wnętrze i wykorzystywane w danym ośrodku kosmetyki.

Po orientalne preparaty chętnie sięga także personel krakowskiej Farmona Wellness & Spa, producenta kosmetyków naturalnych. Specjaliści korzystają z produktów często kupowanych na targach w Indonezji i Tajlandii. – I tak na przykład rozgrzewająca maska Boreh stosowana jest do dziś przez rolników brodzących całymi dniami po polach ryżowych, cierpiących na bóle stawów i reumatyzm – opowiada Małgorzata Waliczek, dyrektor rozwoju i marketingu Farmona Wellness & Spa. I dodaje, że od niedawna w tym ośrodku korzystać można z jedynej w Polsce tajskiej łaźni ziołowej, a wśród klientów sporym zainteresowaniem cieszą się orientalne masaże, balijskie rytuały piękna oraz zabiegi z Królestwa Lanna.

Dla ciała i duszy

Klienci świadomie wybierają orientalne spa, wiedzą bowiem, że w tego typu ośrodkach ważna jest, charakterystyczna dla filozofii i medycyny Wschodu, wiara, że ciało i umysł stanowią całość. Przychodzą więc z przekonaniem, że azjatyckie rytuały upiększające oraz masaże wpłyną nie tylko na urodę i kondycję fizyczną, ale też ułatwią odzyskanie równowagi wewnętrznej, osłabią stres i uczucie zmęczenia.

Marzena Jurczenia przypomina o ważnej zasadzie, bez przestrzegania której pobyt w egzotycznym spa może się okazać mniej owocny, niż się spodziewaliśmy: – Liczą się cisza, spokój. Słowa są zbędne. Dlatego nie rozmawia się podczas zabiegów – podkreśla.

Na czym to polega

Egzotycznie nie zawsze jednak oznacza odprężająco i sennie. Masaż tajski, zwany jogą dla leniwych, bywa nawet bolesny. Masowana osoba układana jest w różnych pozycjach. – Początkowo intensywny masaż balijski miał przynosić ulgę tamtejszym rolnikom. Z czasem, dostosowywany do potrzeb turystów, ewoluował w kierunku masażu relaksacyjnego. – Wykorzystuje się w nim uciskanie dłońmi, rozcieranie skóry, elementy jogi i stymulację punktów refleksyjnych, dużo uwagi poświęca się masażowi głowy, twarzy i stóp. Relaksuje i wzmacnia układ odpornościowy, łagodzi ból i napięcie – opowiada Małgorzata Waliczek.

Jakie więc masaże i rytuały wybrać, na jakie zabiegi pielęgnacyjne się zdecydować? Niezorientowani zawsze mogą liczyć na pomoc i radę personelu. – W dobrym spa recepcjonistki powinny umieć opowiedzieć o każdym z zabiegów. One lub masażystki określą, czy masaż może być bolesny dla klienta, doradzić niezdecydowanym – twierdzi Marzena Jurczenia.

W rękach fachowców

W coraz liczniej otwieranych w Polsce orientalnych spa pracują zarówno Polacy, jak i obcokrajowcy. Oceną ich fachowości zająć się mogą jedynie klienci oraz kierownictwo, o ile zależy mu na dobrej opinii firmy. – W Polsce nie ma żadnych systemów certyfikacji pracy masażysty. Weryfikacja umiejętności pracowników zależy wyłącznie od kierownictwa ośrodka spa – przyznaje Marzena Jurczenia.

– Ja sama, wybierając pracowników spośród kilkuset zainteresowanych, szukałam takich, którzy skończyli szkołę albo studium dla fizjoterapeutów, a nie tylko kursy masażu. Wielu technik muszą się jednak nauczyć podczas szkoleń, a te są dość drogie. Koszt pojedynczego szkolenia to ok. 4 tys. zł, w dobrze wyszkolonego pracownika trzeba zainwestować 10 – 25 tys. rocznie – opowiada.

Farmona stawia na specjalistów ze Wschodu. – Rekrutacją pracowników zajmuje się nasz trener, mieszkający na stałe w Indonezji, posiadający umiejętności i wykształcenie w tym kierunku. Terapeutki z Tajlandii to absolwentki słynnej szkoły masażu w świątyni Wat Po, w której uczą się przez dwa lata nie tylko technik masażu, ale również filozofii i medycyny. Terapeuci z wyspy Bali skończyli prestiżowe indonezyjskie szkoły masażu i kursy – wylicza Małgorzata Waliczek.

Specjaliści wróżą, że moda na egzotyczne spa w naszym kraju przyjmie się i rozpowszechni. Wprawdzie alternatywą dla orientalnych centrów mogłyby być np. spa japońskie, chińskie albo popularne w Rosji tzw. spa słowiańskie, ale... – Polacy bardziej zainteresowani są pobytem w ośrodku, gdzie mogą liczyć na balijski masaż lub zabiegi, które zapamiętali ze słonecznych wakacji w Tajlandii i gdzie odnajdą ten sam wakacyjny nastrój – twierdzi Marzena Jurczenia.

– Popularności orientalnego spa sprzyjać może kryzys: zamiast kolejnego wyjazdu na Bali klienci będą musieli zadowolić się wspomnieniami, szukać ich w nastrojowym, klimatycznym zakątku – dodaje.
kurs masaz tajski ten post 27-05-2011 22:42
Artykul z czasopisma "Wyspa Zdrowia"
http://www.wyspazdrowia.pl/spa/artykuly/id/208/k/relaks_i_rownowaga_duchowa_dzieki_masazom_tajskim_i_indonezyjskim

Masaż tajski

Jest jedną z czterech gałęzi tradycyjnej medycyny Tajów. Reprezentuje jedyny w swoim rodzaju styl terapii orientalnej opartej na zasadach współczucia. Twórcą masażu jest Jivak Kumarbhaccha. Jego podstawy zostały stworzone 2500 lat temu w Indiach, na bazie Ayurwedy oraz technik Jogi. Przez lata rozwijał się i był praktykowany przez mnichów w tajlandzkich w świątyniach.

W masażu tym dokonuje się synteza wielu technik naciskania ciałem, refleksologii, pracy z kanałami energetycznymi i z krwiobiegiem, rozciągania oraz jogi i medytacji w związku z czym praktykujący go terapeuci wykorzystują więcej elementów własnego ciała niż w jakimkolwiek innym stylu leczniczej manipulacji. Jest to zabieg suchy (bez oliwy) wykonywany przez cienkie luźne ubranie na macie rozłożonej na podłodze, z dostateczną ilością miejsca wokół niej co umożliwia terapeucie swobodne przenoszenie środka ciężkości własnego ciała w różne położenia wokół pacjenta i nad nim. Łączy on w sobie bardzo powolne i rytmiczne uciskanie mięśni w celu ich rozluźnienia, a następnie ich rozciąganie w celu zwiększenia zakresu ruchów.

Masażysta masuje nie tylko dłońmi, ale również przedramionami, łokciami, stopami i kolanami, układając ciało osoby masowanej w wybranej pozycji Hatha Jogi dlatego zwany jest czasami Jogą dla Leniwych. Osoba poddawana zabiegowi przyjmuje przy tym wiele różnych pozycji wywodzących się z pięciu zasadniczych postaw - leżenia tyłem, przodem i na boku oraz postaw odwróconej i siedzącej.

Dzięki temu niezwykłemu połączeniu, masaż w sposób holistyczny poprawia kondycje fizyczną, duchową i intelektualną, przynosi fizyczne i psychiczne zrelaksowanie, wzrost sił witalnych oraz odczucie równowagi duchowej. Jednocześnie dzięki bardzo powolnemu medytatywnemu wykonywaniu jest bardzo głęboko relaksujący, rozciąga ciało, rozluźnia i uwalnia napięcia.

Masaż Tajski cieszy się ogromną popularnością na całym świecie, w Polsce jest nową ciekawą propozycją. Stanowi alternatywę dla osób, które nie mogą wykonywać ćwiczeń jogi. Na Zachodzie wielu nauczycieli jogi uczy się tajskiego masażu, ponieważ jego techniki pozwalają im na wzbogacenie swojego warsztatu, szczególnie w pracy z indywidualnymi klientami.

Masaż indonezyjski

Datowany jest na równi z chińskim, jest więc bardzo starym masażem, który czerpał wiele z wpływów medycyny chińskiej, a także indyjskiej. Tradycyjny masaż indonezyjski łączy w sobie techniki jawajskie i balijskie i jest zbliżony do masażu ajurwedycznego.

Jest częścią starożytnego indonezyjskiego systemu uzdrawiania, w którym wykorzystuje się głębokie oddziaływanie dłońmi, elementy jogi, akupresury i refleksoterapii do rozluźnienia mięśni oraz pobudzenia organizmu w celu osiągnięcia stanu harmonii ciała, umysłu i duszy.
Masaż indonezyjski wykonywany jest na macie, z użyciem oleju kokosowego i aromaterapeutycznych esencji.

Rozpoczyna się masażem pleców, następnie rąk, nóg, brzucha, klatki piersiowej (odsłonięta jest zawsze tylko ta część ciała, która jest masowana). Szczególna uwaga skupiona jest na karku, szyi, barkach i przede wszystkim głowy - w tych okolicach uciskane są punkty energetyczne.

Ruchy w masażu indonezyjskim są silne i powolne, wykonywane całymi dłońmi. Zapewnia to głęboką i mocną stymulację tkanki mięśniowej i skórnej, dzięki czemu masaż ten polecany jest szczególnie do wspomagania leczenia kontuzji, cellulitu, zwiotczałej, mało elastycznej skóry.

Masaż indonezyjski poprawia również krążenie krwi i limfy i usprawnia układ odpornościowy oraz nerwowy. Dotyk i piękne zapachy - oleju kokosowego i olejków roślinnych, które unoszą się w powietrzu podczas masażu, wspaniale oddziałują na psychikę relaksując i rozluźniając napięcia.

Ponieważ masaż indonezyjski jest dynamiczny i czasami bolesny nie powinien trwać dłużej niż 60 minut.

Może być stosowany w połączeniu z masażem tajskim i chińskim jako całościowa orientalna koncepcja pracy z ciałem.

Tajski masaż stemplami ziołowymi

Wykonywany jest za pomocą specjalnie przygotowanych bawełnianych stempli (woreczków), w których znajdują się rozdrobnione zioła i przyprawy, między innymi:

imbir - szczególnie popularny w Tajlandii, Chinach i innych państwach tego regionu; rozluźnia napięcie mięśni, rozgrzewa, wspomaga trawienie, działa przeciwbólowo, zwiększa koncentrację i wydolność umysłową, jest afrodyzjakiem,

cynamonowiec kamforowy - pomocny przy przeziębieniach, niskim ciśnieniu, bólach mięśniowych, działa ogólnie pobudzająco, rozgrzewająco, antyseptycznie, zmniejsza napięcia nerwowe, pomocny w stanach depresyjnych,

trawa cytrynowa - uspokaja, działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie, pomocna w stanach depresyjnych,

limonka kaffir - owoc i jego liście tradycyjnie w Tajlandii używane są jako przyprawy; odświeża i relaksuje, działa antyseptycznie,

liście eukaliptusa - działa łagodnie pobudzająco, przeciwbólowo, antyseptycznie, pomocny przy przeziębieniach, zmęczeniu (fizycznym i psychicznym).

Stemple podgrzewa się przez kilka minut w parniku, aby uwolnić zawarte w ziołach olejki eteryczne, a następnie masuje się nimi ciało. Początkowo, kiedy stemple są bardzo gorące wykonuje się jedynie krótkie dotknięcia i przyciśnięcia w określonych miejscach na ciele. W miarę jak stają się coraz chłodniejsze rośnie intensywność masażu, co powoduje, że uwalniają się i wchłaniają w rozgrzaną skórę zawarte w roślinach substancje czynne. Olejki eteryczne nasycają powietrze swoim zapachem co daje wspaniałe wrażenie.

Masaż ziołowy pozytywnie wpływa na stawy i mięśnie rozluźniając je i zwiększając sprawność ruchową. Działa również przeciwbólowo. Poprawia krążenie krwi i limfy dzięki czemu pobudza przemianę materii i usuwa z organizmu toksyny. Zabieg ten jest niezwykle relaksujący i intensywnie stymuluje zmysły dzięki unoszącym się w powietrzu zapachom olejków eterycznych.

Masaż trwa zwykle od 30-45 minut i zalecany po nim jest krótki odpoczynek w cieple (15 minut do pół godziny).

Tajski masaż stóp

Masaż ten wykonywany jest z użyciem specjalnej, owalnej pałki. Rozpoczyna się od nałożenia na skórę stóp i łydek rozgrzewających balsamów i delikatnego rozluźnienia mięśni. Następnie stopy owijane są ciepłymi ręcznikami i dopiero tak przygotowane, poddawane są masażowi.

Tajski masaż stóp jest bardzo intensywny. Ponieważ wykorzystuje między innymi refleksoterapię zapewnia nie tylko stymulację samych stóp ale także całego organizmu.
Możliwe jest natomiast połączenie masażu stóp z masażem tajskim gdyż zabiegi te dobrze się uzupełniają i dopasowują.

http://massagethai.info
kurs masaz tajski ten post 27-05-2011 22:50
Kursy masaży orientalnych
Serdecznie zapraszamy na kolejne, cykliczne warsztaty masaży z Azji
południowo-wschodniej:

Kielce
- 27-29.5 tajski 800zl
- 30.5 tajski stemplami ziolowymi 400zl
- 31.5 tajski masaz stop 400zl

Koszalin
- 4-5.6 tajski masaz stop 400zl

Olsztyn
- 13-17.6 tajski 800zl

Wroclaw
- 18-20.6 tajski 800zl

Kampinos k Warszawy:
- 23.04 tajski masaz stop 400zl, zajecia godz 8:00 - 20:00
- 24-26.06 masaz tajski 900zl, zajecia godz 8:00 - 20:00 (ostatniego dnia do
18:00)

promocja - oba kursy 1100zl

Chorzów
- 2-4.09 tajski 800 zł
- 9-11-09 indonezyjski 800 zł
- 17.09 tajski stóp 400 zł

Lodz
- 23-25.9 tajski 800zl

Poznan
- 22.10 stopy 400zl
- 23-25.10 tajski 800zl

żywiec
- 4-6.11 tajski 800zl

Kolejne kursy tajskiego planowane rowniez jesienia w Koszalinie.

Kurs masażu tajskiego, stemplami i stop w Kampinosie - 50% zniżki dla drugiej i
każdej kolejnej osoby.

W przypadku kursów prowadzonych w pozostałych miejscowościach jest zniżka dla dwóch
i więcej osób zapisujących się razem: tajski i indonezyjski, zniżka po 100zł za
osobe, masaż stemplami ziołowymi i tajski masaż stóp - zniżka po 50zł za osobę.

Powtórka kursów w Kampinosie bezpłatnie (jeśli przychodzisz na inny kurs) lub
50zł/dzień. W innych miastach 100zł/dzień.

Kursy są tańsze od innych kursów organizowanych do tej
pory w Warszawie czy innych miejscach - i bardziej dostępne dla
uczniów/studentów masazu i fizjoterapii. Jakkolwiek, kursy są otwarte
również dla amatorów masażu, a nawet dzieci/młodzieży z opiekunem.

Zajęcia w Kampinosie: noclegi w jedynkach i dwojkach z lazienka 35zl. Mozna tez
codziennie dojezdzac, mozna przywiezc psa. Wyzywienie opcjonalne (mozna korzystac z
ogolnodostepnej kuchni): sniadania 12zl, kolacje 13zl, obiady 15zl.

http://massagethai.info

Uczestniczyłem w kursie masażu tajskiego podstawowego i zaawansowanego oraz kursie
masażu indonezyjskiego na ul. Krolewskiej w Krakowie. Na każdym panowała miła i
przyjazna atmosfera. Kanya zawsze służyła radą i pomocą. Wiele elementów, których
uczyłem się na kursach, wykorzystuję w codziennej pracy. Przemek B. niedowidzacy
technik masazysta po Szkole krakowskiej
***
Dziękuje za bardzo dobry kurs masażu tajskiego. Miałem wiele zabiegów tajskiego na
całym świecie, również od nauczycieli masażu - u Kanyi czuć nie tylko
profesjonalizm technik, ale "ręce z powołaniem", każdy dotyk ma cel i czuć jego
efekt. Kanya bardzo dobrze uczy masażu tajskiego, ma żadko spotykany dar.

W czasie masażu czuje się emanujacy z niej spokój. Idealnie zgrane nacisk dłoni,
ruchy całego ciała i oddech. Tylko sie uczyć od mistrza. Masaż tajski jest zupełnie
inny od klasycznego w tym, że oszczędza dłonie masażysty. Moja fascynacja masazem
Tajskim jeszcze bardziej sie ugruntowała po kursie zaawansowanym. Kaya pokazała,
jak różnymi technikami masazu (stopą, łokciem, przedramieniem) mozna osiągnąć
pożadany efekt. Bardziej uświadomiłem sobie jak ważna jest kolejność wykonywania
masażu do osiągniecie lepszego efektu.

Kanya zna wiele ciekawych technik masażu, które nie są uczone normalnie w szkolach.
Sa one proste i skuteczne, pozwalają bardziej wczuć sie w klimat masazu Tajskiego.
Jestem zainteresowany wymiana zabiegow tajskiego b.gornicki@adler.nazwa.pl Bogdan
Górnicki, niewidomy amator masażu, Warszawa, kurs masażu tajskiego Kampinos Majówka
i kurs zaawansowany siepien 2010

****
Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi
się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem
też trzeba dużo więcej poruszać! Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak
trzymać palce. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się
rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy był wreszcie
spokoj. Tomasz Marciniak technik masażysta głuchoniewidomy Rawicz
***

Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach,
nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę
powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym
momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie
wiedza. Krzysztofa Gaj technik masażysta głuchoniewidomy z Krakowa

***

Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe, a o
tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać
technikę na żywo. Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka
każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go
po prostu na nim.

Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku.
Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie
dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! To zapamiętam najbardziej! Było to mocne
ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli
się rozchodziło.

Na pewno wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym
zaciekawieni i będą przychodzili. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on
poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Danuta Gronowicz technik
masażystka głuchoniewidoma ze Szczecina

***
Kursy sa profesjonalne i rzetelnne. Kanya jest świetnym dydaktykiem, cechuje ją
cierpliwośc i spokój, doskonale przekazuje wiedzę - mam na myśli szczególnie osoby
słabowidzące i niewidome, które są otoczone dobrą opieką. Kanya podchodzi do
każdego i pokazuje, aż do skutku. Podczas demonstrowania kolejnych technik każdy
może podejść i dotykać rąk prowadzącej.

Nie każdy ma takie doświadczenie i predyspozycje, Kanya robi to perfekcyjnie. Kurs
masażu tajskiego i masażu tajskiego stóp jest doskonałym uzupełnieniem pracy z
tkankami miękkimi - dużo streczingu i masażu głębokiego. Są to bardzo skuteczne
techniki, polecam i zachęcam do ich poznania. Grzegorz Romanowski, przewodniczący
Dolnośląskiej Sekcji Niewidomych i Słabowidzących Masażystów i Fizjoterapeutów
Polskiego Zwiazku Niewidomych, Wrocław

*****

Sposób prowadzenia zajęć w pełni mi odpowiada. Kanya to życzliwa osoba, umiejąca
przekazać wiedze osobie niewidzącej. Wiem, że jest to cecha, którą nie posiadają
wszyscy uczący, nawet z papierami tyflopedagogicznymi, bo tu papier nie pomoże,
kiedy nie ma serca. W naszym kręgu kulturowym czasami otwartość, bezinteresowność
i, ośmiele się napisać, wręcz dziecięca radość, postrzegana jest z rezerwą. A ja ją
za to lubię. My europejczyczy jesteśmy uziemieni. Gosia Cz. extensor01@interia.pl
Kurs masazu tajskiego Kielce, Bochnia 10.2009

***

Byłem na kursie masażu tajskiego w Krakowie w szkole masażu dla niewidomych i
słabowidzących - kurs super, jestem pod wrażeniem metody i prowadzącej. Od wielu
lat jestem masażystą, zajmuje się równiesz akupresurą i terapią manualną, masaż
tajski jest pięknym połączeniem i uzupełnieniem tych metod.

Elementy masażu tajskiego wykorzystuję podczas tradycyjnego masażu na stole.
Oczywiście wykonuję go również jako całość, na specjalne życzenie klietów, których
jest coraz więcej. Polecam masażystom zapoznanie sie z tą metodą, na pewno
przyniesie dużo satysfakcji Wam i Waszym klietom. Z kursu zaawansowanego skożystam
wiosną. Joachim Trocha, technik masażu, vitasanus@gmail.com Bytom 09.2009


***

Kanya jest fantastyczną osobą. Potrafi wszystko cierpliwie wytłumaczyć, pokazać
kilka razy, jeśli ktoś czegoś nie rozumie. Osobiście dla mnie ważne była niewielka
ilość uczestników, bo jestem niewidoma. Każdy mi chętnie pomagał. Zżyliśmy się
wszyscy, az żal było się rozstawać.

Chętnie wezmę udział w innych szkoleniach. Masaż Tajski jest bardzo interesujący,
jeśli prowadzi go ktoś, kto posiada duże doświadczenie i umie podzielić się swoją
wiedzą. Warto skorzystać z kursow Kanyi. Eliza Praska, kurs masazu Gdansk marzec
'09


Masaż tajski subiektywna recenzja
fragment opinii niewidomego masazysty o kursie tajskiego:

"Masaż wykonywany jest w parterze, na macie. Nie ma tu żadnej pracy z energią czy
jakimiś tam wydumanymi meridianami. Jest to strikte fizyczna robota. Pacjent leży,
a terapeuta klęczy obok, nad nim, lub na jednej nodze, gdy druga jest wykroczna.
Masaż ten polega na tym, by używać siły własnego ciała i nie męczyć się podczas
zabiegu.

Myślałem, że od dlugiego klęczenia będą mnie boleć nogi czy kregoslup lędźwiowy,
ale tak nie było. Kanya zwraca uwagę na ergonomię technik i to by podczas ich
wykonywania nie zrobiliśmy sobie sami kuku.

Pierwszy etap pokazów to były uciski wzdłuż charakterystycznych dla tego masażu
linii na nogach. Nie są one jakieś wymyślnie skomplikowane i łatwo je zapamiętać,
bo przebiegają zazwyczaj wzdłuż obrysu mięśni lub ścięgien. Prowadzą od przyczepów
jednej grupy do drugiej itd. Uciskasz dwoma kciukami i tyle. No właśnie. Jak się
już tak kilka godzin nauciskałem, to chciałem jechać do domu. Myśleliśmy z
kumplami, że to będzie takie tam fiki miki, i tu nas Kanya zaskoczyła.

Zaczęła pokazywać techniki rozciągania powięzi, mięśni i pracy na stawach.

Znam wiele technik z terapii manualnej, ale to, co Kanya wydziwiała, robiło
wrażenie. Np technika będąca równocześnie trakcją, rozciąganiem powięzi, rotacją, i
tak na wielu stawach, mięśniach i na wiele sposobów.

Techniki, poza tym, że skuteczne, to są bardzo widowiskowe. Po pierwszym dniu
czułem się jak po treningu karate.

Masaż w niektórych miejscach jest bolesny, ale ból ten musi być znośny i nie duży.
Ogólnie wrażenie po tym masażu jest przyjemne. Cały zabieg jest podobny do tych z
yumeiho. Jest on jednak w moim odczuciu delikatniejszy, bardziej przemyślany i nie
tak siermiężny, jak u japończyków. Nie ma też manipulacji na stawach obwodowych
(przynajmniej na pierwszym etapie kursu). Jest to tzw. masaż jogiczny, więc głównie
skupia się na streczingu i pracy z tkanką miękką.

Początkowo planowaliśmy, jako starzy wyjadacze, zrobić z kumplami dwa etapy od
strzału - podstawowy i zaawansowany. Jednak materiału jest dużo więc postanowiliśmy
po pierwszym etapie zrezygnować, by przedstawioną nam wiedzę przetrawić na
spokojnie. Nie polecam więc robienia dwóch stopni na raz. Za dużo tego jest, a
wiedza, którą dzieli się Kanya wymaga treningu i precyzji. Nie jest to jednak
trudna sztuka.

Jest to spokojna, precyzyjna robota. Można ją podzielić na segmenty np. robiąc sam
kręgosłup, lub całe ciało albo po prostu nogi ze stopami. Technik też jest wiele i
nie trzeba, choć można, stosować wszystkie.
Na pierwszym etapie pokazywany jest ogólny masaż całego ciała w pozycji leżącej na
plecach, brzuchu, bocznej jak i siedzącej. Nie ma twarzy i zbyt wielu manipulacji.
Nie ma też zbyt żmudnej roboty na samych stopach. Jest natomiast dużo ciekawych
rozściągań i pracy z powięzią. Trochę to wszystko zahacza też o podstawy
neuromobilizacji.

Ważna jest wygoda samego pacjenta, jak i ergonomia technik wykonywanych przez
terapeutę.

Do tego masażu nie potrzebny jest wzrok. Potrzebne są natomiast dobre czucie i
trochę orientacji przestrzennej (nie mylić z orientacją w terenie). Pisząc o
orientacji przestrzennej mam na myśli uświadomienie sobie, że świad posiada 3
wymiary. W masażu tym bawimy się ciałem rozciągając je w różnych kierunkach. Góra,
dół, lewo, prawo - stąd ta widowiskowość.

Jarek W. "
calosc opinii i dyskusja "Masaż tajski - moja subiektywna recenzja"
http://groups.google.pl/group/terapiamanualnapolska/browse_thread/thread/4b0b8b4a0d
d14316#
http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs

Tajski dla głuchoniewidomych
Szkolenie z podstaw masażu tajskiego dla osób głuchoniewidomych

Bezpłatne szkolenie dla osób głuchoniewidomych z podstaw masażu tajskiego? Dzięki
projektowi, który realizujemy pod hasłem „Weź sprawy w swoje
ręce…” stało się to możliwe! Wzięło w nim udział dziesięciu
beneficjentów tego projektu, którzy będąc już masażystami, chcieli zdobyć dodatkowe
umiejętności i tym samym zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku pracy.
Szkolenie odbyło się w miejscu bliskim sercom wielu osób związanych z TPG, czyli w
Ośrodku Szkoleniowym Stowarzyszenia „Akademia Łucznica”. Poprowadziła
je natomiast Kanya Krongboon, o której dużo można się dowiedzieć ze strony
internetowej www.massagethai.info Kanya sama się na niej przedstawia jako
„jedyna nauczycielka masażu tajskiego, indonezyjskiego i tajskiego masażu
stóp i tajskiego masażu ziołowego w Polsce”. Oprócz tego chwali się też, że:
Jestem terapeutką i nauczycielką jogicznego masażu tajskiego, indonezyjskiego,
tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego z kilkunastoletnim
doświadczeniem. Wykonałam grubo ponad dziesięć tysięcy zabiegów, każdy trwający co
najmniej godzinę i wyszkoliłam w trybie indywidualnym w Tajlandii i Wielkiej
Brytanii ponad 500 masażystów, jak również prawie 600 na 80 kursach publicznych i
prywatnych w Polsce (wielu wracało na moje kolejne kursy).

Katarzyna Ptasznik, koordynator makroregionu południowo-wschodniego, która była
odpowiedzialna za przygotowanie szkolenia dla masażystów, informacje te uzupełnia
jeszcze o to, że jak wiedziała z wcześniejszych rozmów z Kanyą, ma ona bogate
doświadczenie w pracy z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. Było to ważne
kryterium przy wyborze instruktora i jak się okazało przyniosło pozytywne efekty.

A dlaczego w ogóle masaż tajski?
Katarzyna Ptasznik wyjaśnia, że inspiracja wypłynęła z kilku źródeł: „Ludzie
są coraz bardziej spięci, coraz bardziej potrzebują więc masażu relaksującego. A
tajski jest bardziej masażem relaksacyjnym niż leczniczym. Jest doskonały dla osób,
które po trudach codziennej pracy chcą sobie zrobić chwilę relaksu. Ponadto: masaż
tajski wychodzi poza utarte schematy, więc w naszym społeczeństwie odbierany jest
po prostu jako atrakcyjny. Dla naszych masażystów dodatkowym atutem jest też to, że
do wykonywania masażu tajskiego nie potrzebują żadnego specjalistycznego
wyposażenia – wystarczy kocyk, który rozłożą na dywanie w domu klienta.
Przyznać się jednak muszę, że nie ja wpadłam na ten pomysł – podsunęli mi go
sami masażyści, biorący udział w projekcie – sygnalizowali, że to jest ta
technika, którą chcieliby poznać.”

Szkolenie – okiem uczestnika, Krzysztofa Gaja
(fragmenty – więcej w 4. numerze kwartalnika „Dłonie i Słowo”)

„Dowiedziałem się, że ma być 10 masażystów z całej Polski z przewodnikami,
więc zacząłem intensywnie myśleć, jak tylu głuchoniewidomych nauczyć w trzy dni
masażu tajskiego i z lekka obawiałem się „wolnej polki", a nawet
„partyzantki", jak to się żartobliwie czasem mówi na kurs, który ma być, żeby
był. Ciągnęło mnie jednak coś i już, może to prowadząca Kanya Krongboon - prawdziwa
Tajka, a może Anioł Stróż?

Już wkrótce miało się okazać, że ja to i owszem, mam wyobraźni całkiem sporo, ale
organizator i prowadzący, mieli więcej, bo nie spotkałem kogoś jadącego do Warszawy
po szkoleniu, który by był niezadowolony.

Po naszemu, po europejsku, jak masować, to gdzieś na leżance, kozetka jakaś, żeby
tapczan chociaż. A tu na podłodze zasłane materacami, na materacach kocyczki i oto
całe wyposażenie na początek do masażu tajskiego. Każdy głuchoniewidomy zajął
pozycję siedzącą po turecku, albo jakąś parterową, bo i taki materac zachęca od
razu do polegiwania nawet. Zrobiło sie gwarno, każdy gada do swojego przewodnika i
odwrotnie, więc 20 głosów co najmniej coś tam sobie jeszcze uzupełnia na jakiejś
„mózgowej półce". Nie mogę się doczekać na rozpoczęcie. Obok mnie Tomek mój
przewodnik, Kasia, przewodnik Zuzanny i tak dalej: Iza, Mariusz, Warszawa, Wrocław,
Kraków, Szczecin. Sala dość duża, więc się stresuje, że do mnie nie dotrze coś. W
pewnym momencie rozległo sie tradycyjne cii cii cii bo oto z cicha zaczyna do nas
przemawiać pani Kanya. Sporo osób zna angielski, ale Małgorzata tłumaczy ofiarnie
głośno wszystkim, którzy mają problemy.

Szybka decyzja, kto będzie masowany i oto już Zuzanna leży na materacu i zaczynamy
masaż stopy. Nasi przewodnicy dysponują już rysunkami, gdzieś ktoś rozdał, biorę do
ręki, kilkanaście, może lepiej stron. Pani Kanya pokazuje pierwszą linię,
przewodnicy powtarzają nam, raz i jeszcze raz, do skutku. Wreszcie próbujemy.
Uciskam kciukami na stopę Zuzanny od podeszwy i klęczę bogobojnie na kolanach, i
pochylony do przodu.

Doczekałem się na panią Kanyę, podchodzi. Od razu poprawia. Ja tu gniotę rękami,
jak te kopytka przysłowiowe i szybko, a ja mam naciskać, wolniutko i coraz głębiej
przez całe three seconds i jak by tego było mało, to pani Kanya mówi do mnie: come
back - wróć. W masażu klasycznym zawsze masuje się dosercowo i nie wraca, a w
tajskim jest to come back. Nie dość tego. Coś tu na początku mi nie idzie, pani
Kanya widzi, że nie rozumiem, bierze mi rękę na swoje plecy i sama naciska stopę
Zuzanny. Nagle zrozumiałem! Ona nie naciska rękoma, ona buja się do przodu i tyłu i
naciska jakby całym ciałem, a siła idzie na kciuk. Wchodzi w stopę jak w masło i na
dokładkę Zuzanny pytają, czy boli, a ona mówi, że nic, a nic.

Jest gwarno jak w ulu, jedna wielka gadanina, ten zapyta, ten odpowie, ten
powtórzy, tamten poda, każdy ma roboty pełne ręce. Spokojna pani Kanya, cicho mówi,
jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku:
cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz,
drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu
być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza.

Tak wygniatając sobie wzajemnie obydwoma kciukami nogi, co raz pokazując nowe
punkty i linie, wybiła 21:00, koniec na dzisiaj. Ludzie mówią, że fajnie jest,
ciężki program nabity na full - jak mawia młodzież, ale owocny. Męczyć, to się
Polak lubi, byle wiedział po co. Coś tak czuję, że ludzie mają zapał, wszędzie
słychać ożywienie. Koniec dnia. Jutrzejszy, będzie według planu taki sam, tyle, że
więcej pracy, bo od samego rana.

Gdybym ten dzień chciał porządnie opisać, tak z detalami, to by trzeba było kilku
rozdziałów, więc proponuję streszczenie: jedzenie, masowanie, masowanie jedzenie,
masowanie, masowanie i spanie.

Ostatniego dnia, w niedzielę, trenujemy ofiarnie, przypominamy, sprawdzamy,
powtarzamy jeszcze, a pani Kanya Krongboon dokładnie sprawdza każdego cichaczem.
Chwali i słusznie, bo zawsze lepiej raz pochwalić, niż dwa razy zganić. I oto
wypełniamy ankiety po szkoleniu na krótko przed obiadem, brawa, podziękowania i
rozchodzimy się na obiad. Pani Kasia - bo na tym kursie tak mówiło się na
kierowniczkę, zdecydowała o organizacji po obiedzie. To fajnie tak do kierowniczki
wołać Kasia, zwykle kierownik to: kolejka, podanie, odpowiedź, demonstracja
wyższości, nierzadko buta, a tu podchodzisz i masz przed sobą kierowniczkę, która
mówi, że jest Kasia. Bardzo miłe to wrażenie robiło, nie powiem.

Po obiedzie już spakowani, czekamy na najważniejszą chwilę szkolenia, czyli
wręczenie dyplomów i zaświadczeń, a sam jeszcze nie wiem, co to, to też ciekawość,
która jest pierwszym stopniem do wiedzy, a ta zła do piekła, wzrasta. Pani Kanya
mówi ostatnie słowa, że dobrze nam szło, że możemy się posługiwać masażem tajskim w
swoich gabinetach, aż wreszcie ruszyła kolejka do wręczenia świadectw. Każdy
ściskał w garści swoje, pod kurtkę chowa, bo pada. Wielkie podziękowania dla pani
Kanyi, brawa i brawa, wszyscy się uśmiechają. W końcu zabieramy się do autokaru i
do stolicy, skąd wkrótce rozjedziemy się na cały kraj.

Gratuluję pomysłu organizatorom kursu, kogo nie było niech zazdrości i mam
nadzieję, że może jeszcze kiedyś taki będzie?”

Wrażenia innych uczestników

Danuta Gronowicz ze Szczecina:

„Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje
zawodowe. Poza tym bardzo mnie to interesuje. Ukończyłam kurs masażu klasycznego w
„Akademii Fitness”, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie.
To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Z jednej strony chciałam więc
podnieść swoje kwalifikacje, a z drugiej rozwinąć swoje zainteresowania.

Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny
etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na
nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła
nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na
mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! Wydawałam przy tym dziwne dźwięki,
którym wszyscy się dziwili (śmiech). To zapamiętam najbardziej! Było to mocne
ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli
się rozchodziło. Stąd te dziwne dźwięki.

Masażu tajskiego nie będę robić osobom, które będą przychodziły do mnie z chorobami
kręgosłupa, czy innymi bolesnymi schorzeniami. Przypadek każdego klienta rozpatrzeć
będę musiała indywidualnie. Na pewno jednak wielokrotnie wykorzystam elementy tej
techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili z
ciekawości. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do
tego, żeby sam zaczął się regulować. Zawsze jednak powtarzam, że sam masaż nie
rozwiąże problemu –doradzam też zwykle zmianę diety i więcej ruchu.”

Mariusz Het z Kluczborka i Tomasz Marciniak z Rawicza:

„Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta
musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu.
Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać!”

„Samo szkolenie? Przeszkadzał mi trochę hałas. Kanya każdy ruch opisywała,
dokładnie mówiła jak trzymać palce itp. Gdy wszyscy wokół rozmawiali, trudno było
się skupić. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli
i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy było wreszcie
cicho.”

„Cieszę się, że mogłem poznać Kanyę i wielu innych ludzi.”

http://tpg.org.pl/index2.php?aktu&news=80

http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs

Zaawansowany kurs masażu tajskiego - moja subiektywna recenzja

http://groups.google.pl/group/terapiamanualnapolska/t/25134f78551f3b69

Witajcie!

W dniach od 2 do 5 lipca odbył się zaawansowany kurs masażu tajskiego w Krakowie na
terenie słynnego MSML. O pierwszym etapie oraz moich odczuciach, co do szkolenia i
jego organizacji, pisałem rok temu. Dzisiaj przychodzi czas na moje subiektywne
spostrzeżenia dotyczące drugiego etapu.

Drugi etap jest kursem zaawansowanym przeznaczonym dla tych, którzy ukończyli
podstawowe szkolenie.

Podczas kursu poznajemy nowe i alternatywne techniki, których nie było na
podstawowym szkoleniu. Gdzie i jak uciskać łokciem, kolanami czy stopą. Jak
utrzymywać równowagę i lepiej podczas pracy z większym od siebie pacjentem
wykorzystywać własne ciało. Jak rozwijać i w którym kierunku techniki podstawowe.
Co i kiedy jest dozwolone a co nie. Całkiem nowe techniki rozciągania mięśni,
kręgosłupa.

O ile podczas pierwszego etapu Kanya pokazywała nam i kładła dokładny nacisk na to,
gdzie i jak przebiegają linie wg. których wykonujemy masaż tajski, oraz na co
zwracać uwagę podczas wykonywania poszczególnych technik, to tutaj mieliśmy do
czynienia z różnymi wariacjami i urozmaiceniem owych technik.

Przykładowo jedno z rozciągań, streczingu mięśniowego poznane na kursie podstawowym
można wykonać jeszcze na 3 inne sposoby, a każdy z nich jest intensywniejszym w
odczuciu dla pacjenta i głębiej działającym na jego mięśnie.Ponad to jak
wspominałem doszły też nowe techniki.

Prawdę mówiąc dopiero po drugim etapie doceniłem ten masaż.

Po pierwszym też byłem zadowolony, ale drugi na prawdę zamknął to wszystko w
spójną, logiczną całość. Po kursie podstawowym wystarczało technik, by zrobić dobry
zabieg, ale ciągle mi czegoś brakowało.

Teraz widzę, że pierwszy etap to była faktycznie podstawa. Ciekawa, inna niż to co
do tej pory robiłem, ergonomiczna i praktyczna, ale jednak podstawa. Po drugim
etapie tego masażu wiem, że gdy go będę praktykował, to posiądę dobre rozwiązania
na wiele problemów, które do tej pory spotykałem u pacjentów.

Kanya kładąc duży nacisk na ergonomię wykonywania technik pokazała nam, jak radzić
sobie z cięższym i obszerniejszym od nas samych pacjentem. Sam będąc szczupłym
facetem od dawna poszukiwałem takich rozwiązań.

Myślę, że jeżeli ktoś ma pomysł na masaż tajski, to w podstawowym kursie musi
przeżyć pierwszy dzień. Jest on zwyczajnie nudny, bo Kanya pokazuje
zegarmistrzowska prace na nogach i kursanci uciskają, uciskają, trenują i trenują
aż do bólu.

Potem zaczyna się robić ciekawie, bo dochodzą streczingi itd.

W drugim etapie od samego początku jest ciekawie, bo po przećwiczeniu materiału z
pierwszego kursu i wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości zaczyna się praca ze
sprytniejszymi i głębiej działającymi technikami. To jest jak kwiatek, który z rana
sam w sobie jest ładny, ale gdy się rozwija i rozkłada płatki by w ciągu dnia łapać
dużo światła, dostrzegamy go wtedy w całej klasie. Podobnie jest w sztukach walki.
Znając i mając opanowane w stopniu bardzo dobrym 5 uderzeń i 3 bloki możemy czuć
się pewnie podczas większości zadym. Jednak, gdy znamy ich o wiele więcej i
jesteśmy w stanie przewidzieć, w którym kierunku i jak potoczy się akcja, to
jesteśmy lepsi.

Po tym kursie znam więcej technik, z pośród których mogę wybierać sobie jak w
supermarkecie i dostosowywać zabieg wg. potrzeb własnych i pacjenta.

Uważam, że pierwszy etap nie istnieje bez drugiego. By robić ten masaż dobrze
należy zrobić dwa etapy. Szczególnie, jeżeli mamy zamiar wykonywać go zawodowo.
Potem pozostaje już trening, trening i jeszcze raz trening, bo w tajskim diabeł i
jego siła tkwi w szczegółach i precyzji.

Owe szczegóły i precyzja dają terapeucie maksymalny efekt podczas wykonywanej
terapii, przy minimalnym lub małym wkładzie siły własnej.

Co do warunków to szkolenie było na sali gimnastycznej. Kursantów 12, z czego 3
osoby niewidome. Pokoje w internacie w tym samym budynku, a wokół nas same
restauracje i pizzernie, sklepy spożywcze itd. Po prostu Kraków, Królewska,
logistyczny ful wypas i nic tylko się uczyć.

Każdy niewidomy miał swojego widzącego opiekuna, który był też uczestnikiem
pierwszego kursu organizowanego w różnych miejscach w Polsce.

Myślę jednak że nawet jeśli niewidomy nie miałby przewodnika, to na kursie, w
którym uczestniczyłem, była tak sympatyczna atmosfera, że na pewno nie czułby się
zaniedbany, jeżeli chodzi o skorzystanie z wiedzy, którą Kanya nam sprzedawała.

Podczas pierwszego etapu nie mieliśmy tłumacza. Jednak Instruktorka dokładnie krok
po kroku wszystko nam pokazywała i w rezultacie okazało się, że nie jest on
niezbędny. Uważam jednak, że podczas zaawansowanego kursu powinien być tłumacz.
Powody są dwa. Po pierwszym etapie są często niejasności, pytania i prośby o
wyjaśnienie szczegółów. Po drugie, sam drugi etap jest tym, którego siła tkwi w
rozwinięciu technik i powinny one być dokładnie objaśnione by uniknąć
nieporozumień, bo one same w sobie są bardziej precyzyjne, bogatsze i ciekawsze.

Na naszym kursie był tłumacz i na prawdę szkolenie było, jak i sama organizacja
logistyczna, na 6.

Kanya bardzo dobrze zna angielski więc nie należy szukać jakiegoś polskiego Taja
czy Tajki by się z Nią dogadać. Wystarczy że ktoś dobrze "spika".

Przyznam się, że byłem współorganizatorem tego kursu stąd moje wyczulenie na
logistykę. Jestem niewidomy, a poza tym nie lubię niewygód, gdy muszę skupiać się
na czymś innym. Warunki więc mieliśmy bardzo dobre, a co za tym idzie mogłem
korzystać z wiedzy Kanya ile chciałem. A chciałem o wiele więcej niż na pierwszym,
podstawowym kursie.

Nie wiem, jak teraz jest w Kampinosie, bo Kanya z Jankiem zmienili lokalizacje
szkoleń i na fotografiach w internecie owe gospodarstwo agroturystyczne faktycznie
wygląda o niebo lepiej, ale te wcześniejsze... Kto czytał moją poprzednią recenzję
ten wie co i jak tam wyglądało.

Podsumowując jeżeli ktoś po pierwszym etapie nie czuje się tym masażem
rozczarowany, to obowiązkowo powinien zrobić drugi, a na pewno będzie zadowolony.

Po drugim etapie dostajemy certyfikat - tu naszczęście formatu A4. W pierwszym był
nieporęcznego formatu A3.

Kanya jak zwykle cierpliwa, spokojna i do skutku wyjaśniająca i pokazująca każdą
technikę. Nauczyciel z powołania i przesympatyczna osoba.

Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie - odpowiem na wszystkie.

PS.
To co piszę jest moim subiektywnym odczuciem. Z organizatorami kursu nie wiąże
mnie żadna umowa handlowa, grzecznościowa czy innego typu.

Pozdrawiam - Jarek
Nr. GG: 4050549
http://sites.google.com/site/masaztajskiwarszawakurs

obszerne fragmenty wpisu z bloga Rafala Uryzaja, fizjo z Poznania - link do calosci
mozna wyguglowac:
...
W miniony weekend miałem okazję wreszcie wziąć udział w kursie masażu tajskiego.
...

Był to kurs podstawowy masażu tajskiego trwający 32 h podzielony na 3 dni. Zatem
szkoliliśmy sie 3 dni od rana do wieczora - taki mały maraton po tajsku.

Kurs prowadziła znana już w Polsce Kanya Krongboon, która jest przesympatyczną
osobą, pełną radości i enztuzjazmu w tym co robi.

Można przyrównać Ją do całej filozofii życia w Tajlandii. Według tego co głosi
religia buddyjska (główna religia wyznawana przez większość tajów) życie z
założenia ma być "Sanuk" czyli przyjemne. Wszystko co nie jest "sanuk" należy
przyjmować z pokorą i przeczekać. Zarówno Kanya jak i cały masaż tajski jest
"sanuk".

Niektórym wydaje się, że jest to silny masaż, z elementami mocnego stretchingu,
tylko dla osób lubiących mocne wrażenia.

Owszem momentami może pojawiać się lekki ból lecz jest on tak przyjemny, że aż miło
go poczuć, a ulga którą przynosi jest niezapomniana. Po pierwszym dniu szkolenia
czułem się świetnie. O poranku dnia następnego czułem sie tak świetnie, że nie
chciało się wstawać z łóżka, jednak wizja kolejnego dnia nauki masażu tajskiego
szybko zwyciężyła.

Z mojej perspektywy kurs ten to nie tylko nauka praktyczna. To wiele rozmów które
miałem okazję toczyć z Kanya na temat masażu, Tajlandii, filozofii i ogólnie o
życiu. Nie było mowy oczywiście o jakiejkolwiek barierze językowej, ponieważ Kanya
świetnie mówi po angielsku, a miałem też okazję posłuchać trochę języka tajskiego.
...

Szkolenie było prowadzone właśnie zgodnie ze stylem nauczanym w Wat Pho.

Teraz kilka słów o samym szkoleniu.

Główną częścią była oczywiście praktyka. Klasyczny model szkolenia czyli pokaz oraz
ćwiczenia uczestników. Miałem okazje wiele razy być modelem i poczuć jak robi to
mistrzyni. Kanya zaprezentowała nam ponad 80 technik stosowanych w masażu tajskim
(było to oczywiście szkolenie podstawowe). Jednak techniki te pozwalają na
wykonanie masażu który trwa nawet ponad 2 h.

Co ważne podczas szkolenia Kanya poświecała czas każdemu kto tego potrzebował
traktując indywidualnie każdą osobę i każde zapytanie.

Z początku myślałem, że tak skondensowasne szkolenie trwające od samego rana aż do
wieczora będzie dość wyczerpujące. Okazało się jednak, że czas biegł nieubłaganie i
aż nie chciało kończyć się zajęć pod koniec każdego dnia. ...

Temat oczywiście nie został wyczerpany i pozostaje tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze
raz ćwiczyć. Moje oczekiwania i wyobrażania co do masażu tajskiego jak najbardziej
się sprawdziły i sprawiły, że po szkoleniu mam jeszcze większy zapał do dalszego
rozwoju i pogłębiania filozofii wschodu.

Kolejny kurs masażu tajskiego w Poznaniu już we wrześniu. ...

Niemniej jednak zachęcam wszystkich do zapoznania się z masażem tajskim. Jeżeli nie
na szkoleniu to jako osoba masowana, bo warto poczuć własne ciało, jego możliwości
i wspaniałe odprężenie, które niesie ze sobą przeszło dwugodzinny relaks po
tajsku.
http://massagethai.info kurs masaz tajski indonezyjski tajskimi stemplami ziolowymi
tajskiego masazu stop warszawa

http://www.rp.pl/artykul/2,269099.html

Marta Dvořak

Trwa moda na egzotykę w spa. Jej zwolennikom nie wystarczają już jednak orientalne
masaże i zabiegi. Liczą się także atmosfera i wystrój miejsca, w którym z nich
korzystają.
Specjaliści wróżą, że moda na egzotyczne spa w naszym kraju przyjmie się i
rozpowszechni.

Masaż balijski, bambusami, ziołowe łaźnie z Tajlandii, kąpiele kwiatowe, pobyt w
łaźni Buddy... Często klienci decydują się na takie zabiegi w spa po powrocie z
wakacji. Szukają nie tylko konkretnego zabiegu, ale także chcą odnaleźć w zimowe
dni wakacyjny nastrój. Teraz więc w pomieszczeniach spa dominują ciepłe barwy,
orientalne ozdoby, świeczki i kadzidełka.

– Na rynku dostępne są rozmaite rodzaje zabiegów, także orientalnych. Moda na
nie przemija i powraca – opowiada Marzena Jurczenia, masażystka z 13-letnim
doświadczeniem i kierowniczka działu pielęgnacji ciała w wyspecjalizowanym w
Oriencie ośrodku Dotyk Spa w Warszawie.

– Ale rośnie popularność egzotycznych ośrodków spa, bo nie ustaje
zainteresowanie klientów egzotyką. Nasi goście są coraz bardziej wybredni. Rzadko
wystarczają im już same zabiegi, zwracają też uwagę na otoczenie: światło, muzykę,
zapach, nastrój, wnętrze i wykorzystywane w danym ośrodku kosmetyki.

Po orientalne preparaty chętnie sięga także personel krakowskiej Farmona Wellness &
Spa, producenta kosmetyków naturalnych. Specjaliści korzystają z produktów często
kupowanych na targach w Indonezji i Tajlandii. – I tak na przykład
rozgrzewająca maska Boreh stosowana jest do dziś przez rolników brodzących całymi
dniami po polach ryżowych, cierpiących na bóle stawów i reumatyzm – opowiada
Małgorzata Waliczek, dyrektor rozwoju i marketingu Farmona Wellness & Spa. I
dodaje, że od niedawna w tym ośrodku korzystać można z jedynej w Polsce tajskiej
łaźni ziołowej, a wśród klientów sporym zainteresowaniem cieszą się orientalne
masaże, balijskie rytuały piękna oraz zabiegi z Królestwa Lanna.

Dla ciała i duszy

Klienci świadomie wybierają orientalne spa, wiedzą bowiem, że w tego typu ośrodkach
ważna jest, charakterystyczna dla filozofii i medycyny Wschodu, wiara, że ciało i
umysł stanowią całość. Przychodzą więc z przekonaniem, że azjatyckie rytuały
upiększające oraz masaże wpłyną nie tylko na urodę i kondycję fizyczną, ale też
ułatwią odzyskanie równowagi wewnętrznej, osłabią stres i uczucie zmęczenia.

Marzena Jurczenia przypomina o ważnej zasadzie, bez przestrzegania której pobyt w
egzotycznym spa może się okazać mniej owocny, niż się spodziewaliśmy: – Liczą
się cisza, spokój. Słowa są zbędne. Dlatego nie rozmawia się podczas zabiegów
– podkreśla.

Na czym to polega

Egzotycznie nie zawsze jednak oznacza odprężająco i sennie. Masaż tajski, zwany
jogą dla leniwych, bywa nawet bolesny. Masowana osoba układana jest w różnych
pozycjach. – Początkowo intensywny masaż balijski miał przynosić ulgę
tamtejszym rolnikom. Z czasem, dostosowywany do potrzeb turystów, ewoluował w
kierunku masażu relaksacyjnego. – Wykorzystuje się w nim uciskanie dłońmi,
rozcieranie skóry, elementy jogi i stymulację punktów refleksyjnych, dużo uwagi
poświęca się masażowi głowy, twarzy i stóp. Relaksuje i wzmacnia układ
odpornościowy, łagodzi ból i napięcie – opowiada Małgorzata Waliczek.

Jakie więc masaże i rytuały wybrać, na jakie zabiegi pielęgnacyjne się zdecydować?
Niezorientowani zawsze mogą liczyć na pomoc i radę personelu. – W dobrym spa
recepcjonistki powinny umieć opowiedzieć o każdym z zabiegów. One lub masażystki
określą, czy masaż może być bolesny dla klienta, doradzić niezdecydowanym –
twierdzi Marzena Jurczenia.

W rękach fachowców

W coraz liczniej otwieranych w Polsce orientalnych spa pracują zarówno Polacy, jak
i obcokrajowcy. Oceną ich fachowości zająć się mogą jedynie klienci oraz
kierownictwo, o ile zależy mu na dobrej opinii firmy. – W Polsce nie ma
żadnych systemów certyfikacji pracy masażysty. Weryfikacja umiejętności pracowników
zależy wyłącznie od kierownictwa ośrodka spa – przyznaje Marzena Jurczenia.

– Ja sama, wybierając pracowników spośród kilkuset zainteresowanych, szukałam
takich, którzy skończyli szkołę albo studium dla fizjoterapeutów, a nie tylko kursy
masażu. Wielu technik muszą się jednak nauczyć podczas szkoleń, a te są dość
drogie. Koszt pojedynczego szkolenia to ok. 4 tys. zł, w dobrze wyszkolonego
pracownika trzeba zainwestować 10 – 25 tys. rocznie – opowiada.

Farmona stawia na specjalistów ze Wschodu. – Rekrutacją pracowników zajmuje
się nasz trener, mieszkający na stałe w Indonezji, posiadający umiejętności i
wykształcenie w tym kierunku. Terapeutki z Tajlandii to absolwentki słynnej szkoły
masażu w świątyni Wat Po, w której uczą się przez dwa lata nie tylko technik
masażu, ale również filozofii i medycyny. Terapeuci z wyspy Bali skończyli
prestiżowe indonezyjskie szkoły masażu i kursy – wylicza Małgorzata
Waliczek.

Specjaliści wróżą, że moda na egzotyczne spa w naszym kraju przyjmie się i
rozpowszechni. Wprawdzie alternatywą dla orientalnych centrów mogłyby być np. spa
japońskie, chińskie albo popularne w Rosji tzw. spa słowiańskie, ale... –
Polacy bardziej zainteresowani są pobytem w ośrodku, gdzie mogą liczyć na balijski
masaż lub zabiegi, które zapamiętali ze słonecznych wakacji w Tajlandii i gdzie
odnajdą ten sam wakacyjny nastrój – twierdzi Marzena Jurczenia.

– Popularności orientalnego spa sprzyjać może kryzys: zamiast kolejnego
wyjazdu na Bali klienci będą musieli zadowolić się wspomnieniami, szukać ich w
nastrojowym, klimatycznym zakątku – dodaje.

[url]http://www.forbes.pl/styl-zycia/artykul/podroze/tajskie-spa-wszechstronna-uczt
a,2933,1[/url]

Mikołaj Jeżak, autor jest partnerem i dyrektorem zarządzającym w 5 Stars Club
Business Travel

Wizyty w tajskich ośrodkach urody często ocierają się o mistycyzm. Aura
niewyobrażalnego spokoju, duch filozofii buddyjskiej niczym mgiełka unoszą się nad
obiektami SPA, w których zregenerujemy zarówno ciało, jak i umysł

Przy wejściu wita nas nastrojowa muzyka. Od uśmiechniętej uroczej Tajki otrzymujemy
klapki, elegancki szlafrok i jednorazową bieliznę. W powietrzu unosi się aura
spokoju, charakterystyczna dla buddyzmu theravada, dominującego na Cejlonie. Po
kąpieli w basenie i degustacji herbaty z tamaryndu jesteśmy gotowi na atrakcje SPA.
Tajowie uczynili ze SPA sztukę. Każda wizyta w dobrym obiekcie jest ucztą dla
ciała, spokojem dla ducha.

Pierwsze SPA w Tajlandii powstały w połowie lat 80. Na początku większość z nich
znajdowała się głównie w luksusowych pięciogwiazdkowych hotelach, bo na świecie
panowała wówczas moda na wakacje w Tajlandii, a wypoczynek w SPA był synonimem
luksusu. W drugiej połowie lat 90. ośrodki SPA niczym grzyby po deszczu zaczęły
powstawać w Azji Południowo-Wschodniej. Niemal na każdym rogu ulicy; czy to w
wielkich miastach, czy na prowincji można było znaleźć zabiegi SPA pozwalające na
natychmiastową regenerację.

Szybko okazało się, że koncepcja rozwoju właśnie tego segmentu turystyki może
przynieść krajowi duże zyski i sprawić, że goście, którzy już raz wybrali Bangkok,
Phuket czy Hua Hin, powrócą do Tajlandii jeszcze nieraz. Bo to kraj stworzony do
tego typu usług. Chodzi o legendarną tajską gościnność, serdeczny sposób bycia i
uśmiech, który towarzyszy Tajom na co dzień, wysoką kulturę obsługi klienta i
pracowitość. Trzeba jeszcze dodać wspaniały klimat, ciekawą lokalną architekturę,
umiejętność dbania o szczegół oraz konkurencyjne ceny.

Nic dziwnego, że dziś tajskie SPA to prawdziwy przemysł. Poza turystami
zagranicznymi (obecnie stanowią ok. 70 proc. klienteli SPA w Tajlandii) ta formuła
spędzania wolnego czasu przyjęła się również wśród Tajów. Z pewnością do takiego
boomu na SPA przyczynił się szybki rozwój tajskich miast oraz potężne
zanieczyszczenie powietrza, szczególnie w stolicy.

Zmienił się także tryb życia i odżywiania młodego tajskiego pokolenia. Tygrysy
azjatyckie po prostu zaczęły się dusić. Społeczeństwo przyzwyczajone do spokoju,
wiejskiego trybu życia w ciągu kilku lat odnotowywało wzrost produktu krajowego
brutto o kilkanaście procent. Zwykli ludzie potrzebowali oddechu. Jednym ze
sposobów na znalezienie równowagi duchowej i fizycznej stały się częste i krótkie
wizyty w ośrodkach SPA.

Jeszcze kilka lat temu specjaliści nie wróżyli tak spektakularnego sukcesu
rozbudowanym salonom masażu. Od 2002 roku liczba nowo otwartych obiektów SPA w
Tajlandii jednak się podwoiła. W roku 2002 tajskie SPA odwiedziło 3,3 mln osób, a w
2008 r. już 6 milionów. Singapurska spółka Intelligent Spas podaje, że do grudnia
2009 r. w Tajlandii działało 745 oficjalnie zarejestrowanych ośrodków SPA. Szacuje
się, że wygenerowały one przychody rzędu 275 mln dolarów. Spośród 300 najlepszych w
2009 r. SPA na świecie aż 28 tajskich otrzymało prestiżowe nagrody od
międzynarodowych instytucji zdrowia i urody.

Eksperci najlepiej ocenili obiekty chińskie, singapurskie i właśnie tajskie. Trzy z
nich otrzymały złote medale w swoich kategoriach. Wśród laureatów pojawiły się
również obiekty z egzotycznych zakątków Buthanu czy Kambodży.

Tajlandia zbiera owoce działań rządowych z lat 90., gdy intensywnie promowano ideę
SPA. Na międzynarodowych konferencjach goście zapraszani byli na seanse SPA,
sponsorowano ze środków rządowych szkolenia nowej kadry masażystów i terapeutów,
przywrócono do życia tradycyjną historyczną szkołę tajskiego masażu. Ponadto ideę
Sanare Per Aquam spopularyzowały również światowe gwiazdy muzyki pop, kina czy
znane modelki.

Do Chiva-Som, jednego z najbardziej znanych luksusowych kompleksów SPA w Azji,
przyjeżdżają np. Victoria i David Beckham i Kate Moss. Tygodniowy pobyt w takim
kurorcie to wydatek rzędu 35 tys. zł za osobę na tydzień. Do dyspozycji gości,
oprócz bajecznego apartamentu, są m.in. prywatny terapeuta, dietetyk i seria
zabiegów. A jest z czego wybierać. Jak żadne inne SPA w regionie, ośrodek Chiva-Som
w Hua Hin może się pochwalić możliwością przeprowadzenia ponad 100 różnych
zabiegów. Co ważne, nie trzeba wydawać fortuny, by poczuć się jak nowo narodzony.

W niektórych SPA koszt kilkugodzinnego zabiegu porównywalny jest z dwudaniowym
obiadem w przeciętnej warszawskiej restauracji, część obiektów, nawet tych
luksusowych, dostępna jest również dla klientów, którzy nie są gośćmi hotelu. Choć
zakres możliwych świadczeń i zabiegów rozszerza się z roku na rok, z ankiety
przeprowadzonej przez Intelligent Spas w czołowych 159 SPA na świecie wynika, że
połowa gości wybiera tylko masaż i cały czas pozostaje on najpopularniejszym
zabiegiem także przy konstruowaniu pakietów regeneracyjnych.

Prawie połowa ośrodków SPA w Tajlandii nie oferuje zakwaterowania - są to tak zwane
daily SPA. Druga połowa podzielona jest na hotele SPA, SPA destinations i SPA
resorts. To kurorty, do których goście, głównie biznesmeni, udają się na trwające
minimum sześć dni wakacje.

Jai yin, yin - "spokojnie, wyluzuj", z pewnością ten zwrot usłyszymy w salonie SPA.
Drewniane tekowe łoże z białymi baldachimami, delikatny powiew morskiej bryzy,
bambusowe przepierzenia dla stworzenia intymnej atmosfery i lekki, unoszący się w
powietrzu zapach migdałowego kadzidła. Wygodnie leżąc na brzuchu, obserwuję ocean,
po chwili, zanim na dobre rozpocznie się zamówiony zabieg, odpływam. Aby tak się
poczuć, nie trzeba wcale jechać nad morze ani w góry. Blisko 30 proc. wszystkich
tajskich ośrodków SPA znajduje się właśnie w centrum i na obrzeżach Bangkoku. Ich
przepięknie zaprojektowane pomieszczenia sprawiają, że czujemy się jak w
naturalnych plenerach.

Spośród tajskich masaży warto wybrać tradycyjny nuad boran. To jedna z najstarszych
form masażu, która pojawiła się wraz z buddyzmem w Tajlandii 2500 lat temu.
Technikę sprowadził tu Jivaka Kumar Bhacca, żyjący w czasach Buddy osobisty lekarz
jednego z królów tajskich. Przyjaźnił się podobno z samym Buddą, służąc poradami
medycznymi wielu buddyjskim mnichom.

Swego czasu antyczna stolica tajskiego państwa - Ayuthaya - była skarbnicą wiedzy o
ówczesnych szkołach masażu. Niestety, podczas najazdu birmańskiej armii większość
bezcennych tekstów została spalona. Jednym z ocalałych dokumentów była
60-stronicowa księga masażu tajskiego przechowywana obecnie przy ołtarzu w Wat Pho,
jednej ze znanych buddyjskich świątyń. Oprócz tajskiego masażu tradycyjnego,
gwarantowanego właściwie w każdym ośrodku, prawie wszystkie SPA oferują
aromaterapię, w większości można znaleźć refleksologię oraz liczne terapie oparte
na gorących kamieniach czy ciepłym błocie. Koncepcja SPA ewoluuje. Do zabiegów
dołącza się obecnie seanse jogi i akupunktury.

Można również skorzystać z techniki masażu tajskiego przed laty przeznaczonego
wyłącznie dla członków rodziny królewskiej. Łączy on techniki stosowane w shiatsu,
jamu czy akupresurze. W Chiva-Som, jednym z kultowych ośrodków SPA w Tajlandii,
prawie 60 proc. gości korzysta z chiva-som massage polegającego na wcieraniu
ciepłych olejków. Specjaliści twierdzą, że starsze ośrodki SPA są jak wino. Pracują
w nich doświadczeni terapeuci i masażyści. Z roku na rok ich warsztat pracy się
doskonali, a zakres usług jest systematycznie powiększany. Ponadto dzięki
kilkunastoletniemu doświadczeniu mają zaufaną grupę klientów. Bez nich trudno
byłoby rozwijać się nawet najlepszemu SPA.

Doskonałym przykładem jest założona 16 lat temu Oriental SPA w hotelu Mandarin
Oriental w Dhara Dhevi. Można się tam dostać tylko drogą wodną, samo SPA mieści się
w odrestaurowanym XIX-wiecznym domu zbudowanym z drzewa tekowego. Oferowane tu
zabiegi łączą medytację z tradycyjnym masażem. W Oriental wykorzystuje się tylko
naturalne olejki, zioła oraz wyciągi owocowo-roślinne opracowywane według własnej
formuły ośrodka.

Najlepsze tajskie sieci SPA: Anantara, Angsana, Aman czy Banyan Tree, są znane na
całym świecie. Nie znaczy to jednak, że udając się do mniej znanego obiektu, spotka
nas rozczarowanie. Poziom oferowanych usług jest podobny, a coraz większa
konkurencja wśród ośrodków sprawiła, że nawet najmniejsze SPA mają szeroki wachlarz
usług. W końcu Tajlandia to kwintesencja kultury SPA. Buddyjski spokój
wprowadzający w odpowiedni nastrój, egzotyczne zapachy, wspaniała architektura,
przestrzeń, bujna roślinność i, oczywiście, niezliczone ilości różnorodnych
storczyków.
odpowiedz

Strona [ 1 2 >> ] z 2