Gdy myślimy o wakacjach, przed oczami staje nam krystalicznie błękitna woda i nieschodzące z nieba słońce. Zachodnie wybrzeże amerykańskiego Provincetown idealnie wpisuje się w marzenia o leniwym wylegiwaniu się na leżaku z książką. Małe wille, stojące na wysokich pomostach, są zewsząd otoczone oceanem.
Wybudowane na przełomie ubiegłego wieku w  Captain Jack’s Wharf rybackie domki, z czasem przekształciły się w ostoję artystów i myślicieli. W 1940 przesiadywali tu na całonocnych rozmowach zakochani w lokalnych widokach Eugene O'Neill i Tennessee Williams.
Dziś do Provincetown zjeżdżają się malarze i pisarze, poszukujący romantycznych pejzaży i przestrzeni do tworzenia. Okolica została gruntownie odnowiona, ale nowi właściciele zadbali o pozostawienie dawnego klimatu morskiej osady.
Jasne studia, umeblowane w rodzinnym, rustykalnym stylu, kuszą turystów tarasami wychodzącymi na ocean.  Przestronne, nowoczesne wnętrza zapraszają do relaksu i zapomnienia o codziennych sprawach. Stara rybacka wioska żyje swoim leniwym życiem, z dala od miejskiego zgiełku i masy turystów. Spokój zakłócić nam tu może wyłącznie zabłąkana mewa lub przesuwający się po horyzoncie jacht.